Przeskocz do treści Instagram Twitter Facebook Search Arrow right YouTube Sign In Sign Out Register User Print Arrow left
Strona główna » Blog » LARP » 8 rzeczy, które chciałbym wiedzieć przed pierwszym larpem

8 rzeczy, które chciałbym wiedzieć przed pierwszym larpem

Jakiś czas temu miałem okazję brać udział w swoim pierwszym w życiu larpie. Był to jeden scenariusz z serii 7 płatków, organizowany przez grupę Grajwitacja. Gra odbyła się w parku Wrocławskiego Centrum Kultury “Zamek”. Mimo że nie jechałem do Poznania, ani tym bardziej do Pacanowa, byłem jak matołek. Więc co żem przeżył i co widział, wpis ten wszystko Wam opowie.

 

Na wstępie może zaznaczę, że nie jestem zapalonym larpowcem. Ten artykuł dotyczy moich pierwszych wrażeń oraz zawiera informacje dla nowych ludzi zainteresowanych tematem, jednakże, jak już mówiłem, ta forma zabawy jest dla mnie totalnie nowa. Dlatego wszystkich starych wyjadaczy proszę o wyrozumiałość. Jasnym jest, że po tak krótkim kontakcie nie jestem w stanie zapewnić idealnego TOP 10 LIFEHACKÓW na pierwszego larpa, więc i moje rady nie sprawdzą się w 100% przy każdej grze. 

Skoro ostrzeżenie mam za sobą, opiszę może, jak to się stało, że w ogóle trafiłem na ten konkretny scenariusz. W fandomie okołofantastyczno-roleplayowym siedzę od prawie dwóch lat. Wiem, że dla niektórych to mało, ja natomiast nigdy nie miałem okazji mieć dłuższej przyjemności z takimi formami zabaw poza wczesnym dzieciństwem, kiedy każdy odgrywał fantastyczne historie na placu zabaw czy na trzepaku. Tak czy siak – wkręciłem się od razu. Systemem wybranym i ukochanym był znany chyba każdemu (mniej lub bardziej) Dungeons and Dragons. Miał zostać jedynym, ale każdy, kto siedzi w tym dłużej, wie, że tak nigdy się nie dzieje. Fandom klasycznie zajął sporą część mojego wolnego czasu. 

Fandomowa grupa wsparcia

I trafił się raz taki czas, gdy ludzie w nim zebrani ruszyli z akcją “Drużyna Wiewióry”. Kto wie, ten wie, kto nie, już informuję – przeprowadzono akcję charytatywną, mającą na celu zebranie pieniędzy dla jednej z członkiń. Każdy, kto mógł, wystawiał swoje dobra – jedni oddawali rzadkie podręczniki, inni zgłaszali, że wykonają jakiś artefakt, jeszcze inni pozbywali się zapomnianych rzeczy spod kanapy. Nie było ważne, co szło pod młotek, ludzie chcieli pomóc. Ceny były niejednokrotnie pięcio- czy nawet dziesięciokrotnie większe niż faktyczna wartość przedmiotu. Trafiłem się i ja, który nagromadził trochę przebrań na przestrzeni paru Pyrkonów. Wystawiłem się jako NPC do RPG. Niby głupie, a jednak ktoś się skusił. I tak z Januszem próbowaliśmy dostosować termin od listopada. Życie, jak to życie,  nie było proste, ale upór mojego przyszłego Mistrza Gry nie miał granic. 

samuraj, walka, rycina

Klimat

Aż w końcu został ustalony termin. 3 sierpnia. Klamka zapadła, pakuj chłopie manatki i jedziesz. Co jednak się okazało? Klimat larpa – feudalna Japonia. Czyli coś, co znam po łebkach, i to z paru anime, filmów i ogólnych stereotypów. Co prowadzi do…

Ubrania

…tego, że spakowałem jakieś pasy ze sztuk walki po bracie, wyciąłem prześcieradło w kształ biedo-Sub-zero. I to by było tyle, jeśli chodzi o moje bagaże. Na szczęście MG był lepiej przygotowany. Dostałem judokę, a nawet wachlarz (pod kolor klanu)! Gorzej, że przy innych i tak wyglądałem, jakbym trafił tu dosłownie przez przypadek (co jest w sumie prawdą). Kimona może i z AliExpress, ale zawsze bardziej klimatyczne.

kimono, japonka, parasol, pejzaż

Dziewczyny z makijażem i kokami, chłopaki z katanami, niektórzy nawet mieli geta (te drewniane japońskie sandały). I oczywiście białe skarpetki. Na moim honorze spoczęły jednocześnie dwie hańby, jako gracza i jako Polaka, bo jak to tak w sandałach bez skarpet?

Kto jest kim:

Rada ta pewnie nie odnosi się do każdego larpa, bo nie wszystkie są ciągłą kampanią. Ma to też swój urok: poznawanie wszystkich od samego początku. Jednak większość ludzi, którzy ze mną grali, znali się już wcześniej i wiedzieli, kogo gra dana osoba. Ja ledwo pamiętałem imię swojej postaci. Zupełnie nie wiedziałem,co działo się wcześniej i co doprowadziło  do aktualnego stanu rzeczy. 

nieznajomi, zgadnij kto to,

Mechanika:

Tego byłem bardzo ciekaw. Jestem erpegowcem, więc, jasnym jest dla mnie, że istnieje jakiś spis zasad, jak to się dzieje, że moja postać coś robi. Statystyki, rzuty kostkami i tym podobne. A jak tutaj? Na karcie postaci poza historią mojego alter ego miałem dwa enigmatyczne punkty. Duch i Twarz, a zaraz przy nich przypisaną wartość. Były to swego rodzaju punkty życia/honoru. Miało to znaczenie w takich momentach, gdy w trakcie interakcji z inną postacią dochodziło do sytuacji, która mogłaby kogoś obrazić czy zagrozić drugiej stronie. (Trzeba pamiętać, że japońska kultura, zwłaszcza ta feudalna, to wielka gra szacunku, nawet dla wroga.) 

mechanizm, statystyki, jak to działa

Gdy dochodziło do sytuacji, której nie rozwiązywano między postaciami, wykonywaliśmy tzw. judge call – ang. wezwanie sędziego. Mógł to rozstrzygnąć Mistrz Gry – który, co ciekawe, grał też postać, jednocześnie nadzorując grę. Mogliśmy również skorzystać ze swoistej pauzy w grze i podjąć ogólną decyzję, która ze stron ma rację i co, zgodnie z logiką, mogłoby się podziać.

Znaki:

Osobny punkt przeznaczę na nie, ponieważ było parę metod porozumiewania się między graczami. 

Kolory:

Czerwony – jeśli coś było absolutnie zakazane, powodowało personalne triggery (ang. zapadka, dosłownie oznacza pewien bodziec, który wywołuje nieprzyjemne uczucia, wspomnienia). Żółty – oznaczał gdy sytuacja jest niewiadoma, raz może być w porządku, ale druga taka sytuacja  musi być już uważniej wykonana. Zielony – wszystko jest w porządku. Działa to tak. Strona A popchnęła stronę B, B nie odpowiada ta sytuacja i mówi czerwony. Strona A przestaje w tym momencie. 

wachlarz, kolor, papier

Time/Stop/Pauza:

Gra w larpie jest ciągłą rozgrywką. A jako że trwa czasami parę godzin, potrafi zmęczyć klimatem. Zdarzały się też chwile – u mnie akurat często – że musiałem sprawdzić, jak DOKŁADNIE się nazywam, poszukać informacji. ile mam lat – co nie było oczywiste i nie wynikało z historii postaci – albo żeby przypomnieć sobie imię mego wroga. Były momenty, gdy zdarzało mi się używać tego, żeby dopytać o historycznie poprawne konwencje. Innymi słowy, ja, jako gracz, mogłem czegoś nie wiedzieć, ale już moja postać nie mogła, ponieważ wywodziła się z tamtejszej kultury, więc żeby zachować klimat i poprawnie się zachować, wolałem na chwilę przerwać i dopytać prawdziwych wyjadaczy. Na szczęście było ich tam całkiem sporo. 

pauza, stop, timeout

Smak potraw i napojów:

Scenariusz był o pewnym weselu. Był pochód ślubny, sama ceremonia, a potem biesiada. To był jedyny moment, kiedy faktycznie zjadłem coś w trakcie samej gry. Ryż. Na głodnego zjadłem z 4 porcje. Pod sam koniec jednak zdarzyło mi się już poza postacią poczęstować herbatnikiem – były serwowane w trakcie ceremonialnego parzenia herbaty przez gejsze, które również umilały czas śpiewem (chociaż i tak nic nie przebije kapłana recytującego klasyczną japońską mantrę ślubną. Mówiłem już, że totalnie tam nie pasowałem?). Co mnie zaskoczyło to smak herbatników. Pachniały… specyficznie.

Zapytałem o to jedną z dziewczyn. Tylko się uśmiechnęła. Po grze dowiedziałem się, że jako postać powinienem umrzeć, ponieważ ciastka były zatrute.

gejsza, kimono, makijaż

 

Stres:

Jak widzicie, masa niewiedzy, braku doświadczenia, przygotowania właściwie leżały. I co z tego? Właśnie nic. Pomijając początek, kiedy wszyscy byli wręcz nadprzygotowani i toczyła się autentycznie wyglądająca ceremonia, nie czułem się gorzej. Ot, byłem nowy. Jak każdy z nich kiedyś. Co więcej, nie byłem jedyny. Nie tylko ja się nie przygotowałem. Czy przez to ktoś się gorzej bawił? Jeśli tak, to nic mi o tym nie wiadomo. Scenariusz przebiegł dobrze, fakt, nie wszyscy wykonali misję – każda z postaci miała jakiś swój cel na konkretny scenariusz. 

Pytacie, co było moim ukrytym zamiarem? Miałem popełnić seppuku. Nie doszło do tego, bo w rozwoju wydarzeń moja nic nieznacząca postać wraz z pomocą mojego nieprzygotowanego ja stała się poważną figurą. Oczywiście, nie przypiszę sobie całej chwały, bo to również dzięki innym graczom i ich postaciom udało się do tego doprowadzić. Czy może powinienem powiedzieć, przez nich udaremniono moje zamiary. Tak czy siak, bawiłem się świetnie. I choć nie wiem, czy kiedykolwiek wrócę do larpu,  czuję, że wykonałem kawał dobrej roboty, pomimo startu z kompletnym brakiem wiedzy. 

Co więcej zatem mógłbym Wam doradzić? Spróbujcie, poczytajcie co nieco, dowiedzcie się podstawowych rzeczy, ale przede wszystkim dobrze się bawcie razem z innymi ludźmi. Bo przecież o to głównie chodzi.

Tagi: , , , , , ,

Nigdy nie sądził, że trafi do tego miejsca gdzie jest. W sumie dalej nie wie gdzie jest. Prawdopodobnie dlatego bo dalej buja w obłokach. Zapalony fan gier RPG, jako gracz i mistrz gry. Na co dzień pomaga ludziom z problemami technicznym, oraz czasami psychicznymi. Powiesz, że lubisz memy? Proszę Cię, ja z nich pisałem prace dyplomową.