Przeskocz do treści Instagram Twitter Facebook Search Arrow right YouTube Sign In Sign Out Register User
Strona główna / Pop-kultura / Czarownice, a folklor Wielkopolski

Czarownice, a folklor Wielkopolski

„Wielkopolska i okolice – kraina, w której żyją pyry, szneki oraz upiory i czarownice” jest serią, która ma na celu przybliżenie wszystkim fanom fantastyki niesamowitych podań i wierzeń, jakie krążyły po znajdującym się w pobliżu Poznania rejonie Polski.

Część I – wiedźmy, czyli cioty.

czarownice, folklor, folklor wielkopolski, czary, wiedźmy, cioty, czarna magia, przesądy, gusła, zaklęcia, wielkopolska, kujawy, poznań, ostrów wielkopolski, chodzież

Uroki osób rzucających uroki w folklorze Wielkopolski

Czarownice, podobnie jak chociażby wampiry i wilkołaki, znane są dziś na całym świecie. Wedle rozmaitych źródeł, swoje uroki rzucały na terenach starożytnej Grecji, urokliwej Nowej Anglii oraz wzdłuż i wszerz całego Starego Kontynentu. Ich wizerunek jednak, w przeciwieństwie do wyjących do księżyca zmiennokształtnych ludzi i potrafiących przybierać postać nietoperza nieumarłych, nie jest szczególnie ujednolicony.

Wiadomo powszechnie, że czarownice zawierają pakt z nieczystymi siłami. Uważa się, że w dobrym tonie jest, aby potrafiły latać na miotle i były w posiadaniu kota oraz spiczastego kapelusza. I być może dziś, w dobie powszechnej globalizacji, wiedźmy faktycznie byłyby w stanie opracować coś w rodzaju zawodowego uniformu i przeprowadzić kursy oraz szkolenia z zakresu podstawowych umiejętności, niezbędnych do zdobycia oficjalnego tytułu czarownicy, lecz kiedyś… Kiedyś wymiana informacji nie była zbyt dynamiczna, więc każda znająca czary kobieta mogła robić wszystko po swojemu, bez obawy, że ktoś jej będzie patrzeć na ręce i krytykować.

Jak zatem radziły sobie te z Wielkopolski i okolic, zwane powszechnie ciotami? Cóż, biorąc pod uwagę rozmaite podania, była to wesoła gromadka.

Czarownice na terenie Wielkopolski i najbliższych okolic

W oparciu o miejscowe podania i legendy

Jak rozpoznać wielkopolską czarownicę?

Dla każdego entuzjasty chwytania za widły i pochodnie, marzącego o ruszaniu wraz z miejscowym wściekłym tłumem na ewidentnie wyglądającą na wiedźmę kobietę, mam złą wiadomość. W Wielkopolsce czarownice doskonale opanowały umiejętność kamuflażu, zarówno jeśli chodzi o sam wygląd, sposób ubioru, jak i zachowanie.

Something Fairy GIF – Find & Share on GIPHY

Discover & share this Something GIF with everyone you know. GIPHY is how you search, share, discover, and create GIFs.

Powszechnie uważano na przykład, że czarownicami są najładniejsze dziewczęta z wioski (było w tym coś z przekonania, że jakikolwiek zabieg upiększający z ziół ma w sobie coś z czarnej magii i przyznać trzeba, że patrząc na to, co współcześnie można osiągnąć za pomocą makijażu, może być w tym trochę racji), w Chodzieży jednak czarownicą była osoba duża i otyła, na dodatek ze skłonnością do bekania. W Gołaszynie, koło Rawicza, była to z kolei starsza, pomarszczona kobieta.

Trudno także doszukiwać się u wiedźm z najbliższych okolic Poznania jakiegokolwiek znaku charakterystycznego pokroju wspomnianego wcześniej spiczastego kapelusza. W Bogdanowie (niedaleko Obornik) wiedźmę można było poznać niemal jedynie po tym, że jest fantazyjnie ubrana – jak widać popularna współcześnie gustowna czerń niekoniecznie pasowała kiedyś do czarnej magii. Co więcej, czasem mogła w tym wręcz przeszkadzać, gdyż naszym czarownicom zdarzało się na sabatach tańczyć zupełnie nago, zaś w Wielkim Sławsku, na terenie sąsiadujących z Wielkopolską Kujaw, miejscowa wiedźma roznegliżowana zbierała potrzebne do zaklęć i wywarów pokrzywy.

Ciekawym może także wydać się fakt, że paktujące z diabłami kobiety, nie były także typami aspołecznymi i nieuprzejmymi. Doskonałym przykładem tego są czarownice z okolic Skwierzyny, które, zgodnie z tamtejszym przekonaniem, rozpoznać można było po tym, iż, o, zgrozo, podczas rozmowy były nad wyraz ujmujące oraz prawiły ludziom komplementy. W przyszłości zatem, jeśli będziecie chcieli pochwalić kogoś pochodzącego z wielkopolski, pilnujcie, aby przypadkiem nie przedobrzyć, a jeśli w czasie rozmowy stwierdzi, że jesteście czarującymi rozmówcami, sprawdźcie dyskretnie, czy nie zaczyna przypadkiem zbierać okolicznego drewna w celu rozpalenia stosu.

Jaki życiowy cel mają wielkopolskie czarownice?

Zasadniczo, mieszkającym w wielkopolskich wioskach wiedźmom, chodziło przede wszystkim o zatruwanie życia swoim sąsiadom (co, mówiąc szczerze, skłania autora tego artykułu do przekonania, że mieszka w bloku, którego 3/4 populacji para się mroczną magią).

Harry Potter Witch GIF – Find & Share on GIPHY

Discover & share this Harry Potter GIF with everyone you know. GIPHY is how you search, share, discover, and create GIFs.

Innowacyjność…

Powszechnie uważano, że czarownice, nawet jeśli wykorzystają swoje zdolności, aby komuś pomóc poprzez przygotowanie miłosnego napoju lub uzdrowienie chorującego zwierzęcia, to ostatecznie taka przysługa przyniesie więcej szkód, niż korzyści. Przy czym wspomnieć należy, że szkody te były realizowane naprawdę kreatywnie, czego doskonałym przykładem może być sytuacja, jaka miała miejsce w Podlesiu. Tamtejsza wiedźma, korzystając z nieobecności mieszkających po sąsiedzku gospodarzy, zamieniła ich dziecko w kota.

Gorzuchowskie czarownice w wolnym czasie, przy pomocy swoich diabelskich mocy, zrzucały jeźdźców z ich wierzchowców. W Konstantynowie działały bardziej subtelnie, ale z równie wielką nikczemnością, doprowadzając ludzi do obłędu, w Bobrówku z kolei stawiały na rozmach i sprowadzały potężne gradobicia (od czasu do czasu dodatkowo sprawiając, że podróżni gubili drogę).

Wiedźmy bywały też absolutnie krwiożercze – w Stodolnie czeladnik młynarski otarł się o śmierć, kiedy trzy czarownice przyjechały na rowerach pod jego młyn. Mężczyzna w porę ukrył się w ciemnym kącie, a rozjuszone jego nieobecnością kobiety wbiły trzy długie noże w łóżko, na którym jeszcze przed chwilą spał. Bronisławskie wiedźmy w czasie sabatu były mniej mordercze i widząc podglądającego je chłopaka, ograniczyły się do prób zaszycia mu ust przy pomocy igły i nici.

…oraz standardy jakości.

Jak widać, w różnych miejscach używano różnych zaklęć i doprowadzano do większych lub mniejszych nieszczęść, jednak warto tu wspomnieć, że do żelaznego repertuaru każdej wielkopolskiej czarownicy należały klątwy sprowadzające na ludzi chorobę. Najczęściej takie przekleństwa (zwane „założeniami”) były rzucane na miejsca, rzadziej na posiłki i ubrania, lecz sposób ich działania zawsze był taki sam – ktokolwiek jako pierwszy przeszedł przez daną ścieżkę lub minął wybrany punkt orientacyjny, wziął kęs splugawionego czarami chleba lub narzucił na siebie zaklętą koszulę, zapadał na ciężką chorobę.

W praktyce oznaczało to, że jeśli ktoś miał wystarczająco dużo wyobraźni, zdecydowanej większości swoich schorzeń mógł przypisać nadnaturalne pochodzenie. Czarownice nie próżnowały.

Jakie były obsesje wielkopolskich czarownic?

Jak wielokrotnie zostało to już podkreślone, wielkopolskie cioty znacząco różniły się pomiędzy sobą, miały odmienne charaktery, używały rozmaitych zaklęć i różnorakich ubiorów. Były jednak trzy rzeczy, które je jednoczyły i na punkcie których zdecydowana większość wiedźm miała, delikatnie mówiąc, niezdrową obsesję. Były to mleko, gruszki oraz imprezy.

Nie brzmi to szczególnie mrocznie i nikczemnie, fakt, jednak najwyraźniej składanie ofiar z kóz i wciskanie księżniczkom zatrutych jabłek, to nie jedyne sposoby na uzyskanie aprobaty i wsparcia piekielnych sił, a w Wielkopolsce uznano, że służenie plugawym siłom nie musi się kłócić z prowadzeniem zdrowego i obfitującego w wydarzenia towarzyskie stylu życia.

Mleko

Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, czarownice najwyraźniej uwielbiały pić mleko i opracowały zastraszającą liczbę sposobów na podkradanie go z okolicznych gospodarstw. W Doktorowie (dziś na terenie Grodziska Wielkopolskiego) ciota zawieszała na przygotowanym wcześniej drągu szmatę, po czym najzwyczajniej w świecie ją doiła, ciągnąc za rogi zwisającego materiału – mleko, które w ten sposób uzyskiwała, pochodziło oczywiście bezpośrednio z wymion wszystkich okolicznych krów.

Czarownica z Trzaskowa, wioski niedaleko Poznania, była bardziej bezpośrednia, gdyż podbierała mleko prosto od krowy. Miejscowa gospodyni zorientowała się, że coś jest nie tak, kiedy w swojej oborze znalazła zupełnie pozbawioną mleka Krasulę oraz wciśniętego w kąt, robiącego absolutnie niewinną minę… żółwia. Skrywający się w skorupie gad okazał się niezwykle cwaną (i naprawdę ekscentryczną) wiedźmą, która właśnie w takiej formie podpełzała do niczego niespodziewającego się zwierzęcia gospodarskiego, aby zdobyć mleko.

Gruszki

W diecie ciot najwyraźniej całkiem duże znaczenie miały gruszki, gdyż drzewa wydające te owoce były w Wielkopolsce i jej okolicach całkiem częstym miejscem spotkań kobiet, które zawarły pakt z nieczystymi siłami. Owszem, całkiem dużą popularnością cieszyły się wszelkiego rodzaju miejscowe odpowiedniki Łysej Góry, jednak wszystko wskazuje na to, że to na samotnych, najlepiej znajdujących się gdzieś na rozstajach, gruszach odbywały się najlepsze sabaty. Można mieć co do tego pewność względem między innymi takich miejscowości, jak Bojanice, Rożnowo i Posługowo.

Taniec

 

Devil Satan GIF – Find & Share on GIPHY

Discover & share this Devil GIF with everyone you know. GIPHY is how you search, share, discover, and create GIFs.

Skoro już o sabatach mowa, warto wspomnieć, że organizowane przez czarownice zebrania były naprawdę hucznymi i niezapomnianymi imprezami, których żadna nie chciałaby przegapić (głównie dlatego, że karą za absencję była śmierć). Kiedy je organizowano? Tak właściwie, kiedy tylko się dało – trzeba ciotom przyznać, że miewały tempo, przy którym niejeden student dostałby zadyszki. Sabaty odbywały się w każdy czwartek, w noc św. Mikołaja, w noc świętojańską, zapustną, zaduszną, andrzejkową, wigilijną oraz sylwestrową. Autor przyznaje, że widząc te daty, z pewnym niepokojem skontrolował swój własny kalendarz, ale z ulgą zorientował się, że na szczęście rzadko zdarza mu się tańczyć.

To właśnie taniec (najlepiej nago) jest największą atrakcją zebrania wielkopolskich czarownic. Do tego stopnia, że znane są przypadki, w których słysząc słowa konkretnej magicznej przyśpiewki, nie były w stanie powstrzymać się od tańca i musiały prosić śpiewającego je owczarza o umilknięcie. Hulanki te były na tyle intensywne, że w miejscu, w którym się odbywały pozostawała jałowa strefa, w której nic nie było w stanie wyrosnąć.

Jaki obraz czarownic ukazuje nam folklor Wielkopolski?

O tym, że czarownice są naprawdę kolorową i różnorodną gromadą świadczyć może chociażby fakt, że na terenach Wielkopolski latały nie tylko na miotłach, ale też na sitach, krzesłach, stołach, czy – uwaga na głowy – szafach. Warto zatem pamiętać, że wiedźma niejedno ma oblicze i myśląc o nich nie ograniczać się do tego, co przedstawili nam bracia Grimm, ani do wizerunku, jaki wypromował spektakularny proces w amerykańskim Salem. Czasem to właśnie rodzimy folklor, o jakim po części już zapomniano, przynosi świeże i interesujące, nowe perspektywy warte zbadania. Znacie jakieś miejscowe legendy i podania, lub ich opracowania? Dajcie nam znać w komentarzach.

Od lat uparcie i bez znacznych sukcesów usiłuję wprowadzić w swoim życiu równowagę pomiędzy snem, nauką, książkami, filmami, serialami oraz grami komputerowymi, planszowymi i fabularnymi. Żywię się głównie frytkami, czekoladą oraz nadzieją na to, że wkrótce będę mógł opuścić tę planetę. Czuję dziki i nieokiełznany lęk przed ewokami oraz serialowymi adaptacjami książek. Ale tak poza tym, to jestem optymistą.