Przeskocz do treści Instagram Twitter Facebook Search Arrow right YouTube Sign In Sign Out Register User Print
Strona główna » Blog » Pop-kultura » UFO w Polsce – prawda czy kosmiczna ściema?

UFO w Polsce – prawda czy kosmiczna ściema?

Roswell, Strefa 51 – o tych miejscach słyszał chyba każdy. To tam miało dojść do najsłynniejszych incydentów z udziałem kosmitów. Z filmów i seriali wiemy, że obcy nie interesują się innymi państwami niż Stany Zjednoczone, bo i po co. Istnieją jednak relacje o wizytach przybyszów z innych planet również w Polsce. Czy są one wiarygodne, czy to raczej kosmiczne bzdury? Przy czytaniu poniższego tekstu zaleca się włączenie motywu z serialu „Z Archiwum X” oraz uprasza się o niezakładanie czapek z folii aluminiowej.

Pierwsze wodowanie UFO w Polsce

aliens mem, kosmici
Źródło: reddit.com

Pierwszy szeroko odnotowany przypadek spotkania UFO pochodzi z Gdyni. Według doniesień, rankiem 21 stycznia 1959 roku do Bałtyku miał wpaść bliżej nieokreślony obiekt. Świadkowie donosili, że był on dość sporych rozmiarów, o kształcie walca, rozgrzany niemal do czerwoności i pędził z dużą prędkością. Co więcej, wewnątrz miała znajdować się załoga! Z wraku spodka wyłowiono podobno pilota, który jednak znajdował się w ciężkim stanie. Miejscowe służby miały więc zabrać przybysza do jednego ze szpitali. Tam jednak dokonał on swojego żywota, a zwłoki (ponownie użyję tego słowa, gdyż wszystko opiera się wyłącznie na plotkach i domniemaniach) miały zostać gdzieś wywiezione, prawdopodobnie w celu dalszych badań. Legendy miejskie mówią, że zdarzeniem zainteresowały się władze Związku Radzieckiego, które zabrały ze sobą ciało kierującego obiektem i wywiozły w głąb Mateczki Rosji. To również one mają stać za utajnieniem całej sprawy – wcześniej dość obszernie informowały o niej lokalne media.

Trzeba jednak zastanowić się, na ile opisane wydarzenia są realne. Warto przypomnieć, że koniec lat 50. XX wieku był dość napiętym okresem w relacjach Stanów Zjednoczonych i państw Bloku Wschodniego. Obiekt zaś znaleziono na terenie należącym do Marynarki Wojennej, czyli dość ważnej części składowej polskiej armii. Może więc nie było to żadne UFO, a jakiś samolot szpiegowski, który udało się przechwycić komunistycznym służbom? Historia o UFO zaś wydaje się dobrą przykrywką – wzbudza sensacje wśród prostego ludu i skutecznie odciąga uwagę od prawdziwych zdarzeń. Z drugiej strony z kolei niektórzy polscy wojskowi mieli nieoficjalnie w różnych rozmowach potwierdzać bliskie spotkanie trzeciego stopnia.

Pierwsze fotografie

UFO nad Czaplinkiem, UFO w Polsce
UFO nad Czaplinkiem; źródło: gawex.pl

Gdynia nie dzierży jednak palmy pierwszeństwa pod względem odwiedzin domniemanych obcych w Polsce. Najstarszy udokumentowany fotograficznie przypadek (czy jest on autentyczny to już inna sprawa) UFO w Polsce miał miejsce ponad dekadę wcześniej. W 1947 roku niezidentyfikowany obiekt latający został zaobserwowany nad Czaplinkiem w ówczesnym województwie szczecińskim (obecnie w zachodniopomorskim). Interesujące, że w tym samym roku miał miejsce incydent w okolicach Roswell w Nowym Meksyku, gdzie miało dojść do rozbicia się statku kosmicznego. Czy mógł on pochodzić z tego samego miejsca? Wspomniane wcześniej zdjęcie stało się dość popularne, również zagranicą, a o jego autentyczności ma świadczyć fakt, iż w tamtych czasach trudno było tak manipulować fotografiami, zwłaszcza przez zwykłych obywateli w biednej i zacofanej Polsce.

Należy jednak zwrócić uwagę na pewne podobieństwo do wydarzeń z Gdyni, a mianowicie położenie obiektów wojskowych. Czaplinek znajduje się w promieniu czterdziestu kilometrów od Poligonu Drawskiego, największego poligonu wojskowego w Europie – co ciekawe, powstał w 1946 roku, a więc zaledwie rok wcześniej. Czy zaobserwowany obiekt na pewno pochodził z innej planety? Może był to prototyp jakiejś maszyny latającej lub też sprzęt szpiegowski Stanów Zjednoczonych? Niech każdy spojrzy na zdjęcie i sam oceni.

Emilcin – wersja dla entuzjastów

Pomnik w Emilcinie, UFO w Polsce
Pomnik UFO w Emilcinie; źródło: wikipedia.org

Najgłośniejszy przypadek domniemanego spotkania z obcymi w Polsce miał jednak miejsce kilkanaście lat później. Dokładnie 10 maja 1978 (a więc niedługo będziemy obchodzić czterdziestą rocznicę tego „wydarzenia”) Jan Wolski z niewielkiej wsi Emilcin w województwie lubelskim miał znaleźć się na pokładzie statku przybyszów z kosmosu. Mężczyzna miał ich spotkać, gdy jechał przez las swoim konnym wozem. W pewnym momencie na pojazd wskoczyły dwie niewielkie istoty. Według zeznań Wolskiego mówiły one dziwnym i niezrozumiałym dla niego językiem. Gdy dojechali do leśnej polany, mężczyzna zobaczył statek kosmiczny, a jego pasażerowie poprosili go o wejście na pokład, gdzie znajdowali się ich dwaj pobratymcy. „Zespół badawczy” przebadał swój okaz przy pomocy urządzeń przypominających talerze, a następnie zaproponował mu swoje kosmiczne „przysmaki” w postaci soplopodobnej. Mężczyzna jednak odmówił, po czym uprzejmie pożegnał się z gospodarzami i opuścił wehikuł. Wszystko odbywało się przy obopólnej uprzejmości. Sprawą oczywiście zainteresowały się media i różnej maści ufologowie.

Emilcin – wersja dla sceptyków

I to właśnie ci drudzy mieli być odpowiedzialni za całe zdarzenie. Tak przynajmniej twierdzi Bartosz Rdułtowski w swojej książce „Tajne operacje. PRL i UFO”. Cała historia zaczęła się kilka tygodni wcześniej. Zbigniew Blania, który później prowadził dochodzenie w Emilcinie, zaprosił do programu telewizyjnego Witolda Wawrzonka, swojego kolegę po fachu. Głównym celem Blani było zahipnotyzowanie Wawrzonka (czego dokonał Lech Emfazy Stefański) i „wgranie” do jego pamięci wspomnień o spotkaniu z obcymi. Próba zakończyła się powodzeniem i od tego momentu Wawrzonek znienawidził Blanię. Kto poinformował Zbigniewa Blanię o wydarzeniach z Emilcina? Oczywiście, że Witold Wawrzonek. Co ważne, znał on wcześniej Jana Wolskiego. To prawdopodobnie on poddał hipnozie rolnika (choć akurat na to nie ma jednoznacznych dowodów), by odegrać się na drugim ufologu. Cała sprawa wymknęła mu się jednak z rąk, ponieważ Blania zdobył ogólnokrajową sławę i był uważany za tego, który rozwiązał zagadkę incydentu.

Trzeba jednak otwarcie przyznać, że dochodzenie prowadził w sposób tendencyjny, byle tylko dowieść swojej wersji wydarzeń. Manipulował on zeznaniami miejscowej ludności, a zwłaszcza niejakiego Adasia Popiołka, który twierdził, że widział przelatującą maszynę. Chłopiec opowiedział jednak tę historię wówczas, gdy o incydencie mówili już wszyscy.

Czy więc było to prawdziwe spotkanie z obcymi, czy tylko zemsta i żart, które zaszły za daleko? Raczej to drugie i nawet dyskusyjna kwestia hipnozy tego nie zmieni. Liczba wierzących, że Jan Wolski naprawdę spotkał obcą cywilizację wciąż jest całkiem spora, a samo zdarzenie dało wsi sławę, którą cieszy się nawet po niemal czterdziestu latach. W samy Emilcinie natomiast stoi pomnik upamiętniający tamte wydarzenia.

Czy kłamstwa zataczają coraz szersze kręgi?

Kręgi w Wylatowie, UFO w Polsce
Piktogramy w Wylatowie; źródło: tvp.info

Warto również krótko wspomnieć o bliższych obecnym czasom zjawiskach. Spora część czytelników zapewne pamięta początek XXI wieku, gdy sławna stała się wieś Wylatowo w województwie kujawsko-pomorskim. Na miejscowych polach zaczęły pojawiać się tajemnicze kręgi w zbożu. Choć nikt nie zaobserwował żadnych poruszających się po niebie obiektów, do Wylatowa zaczęły zjeżdżać tłumy dziennikarzy oraz poszukiwaczy spotkań z kosmicznymi cywilizacjami. Kręgi w zbożu budzą jednak wątpliwości wśród ufologów – udowodniono już, że do ich stworzenia wystarczy jedynie odrobina wprawy i wolnego czasu, niepotrzebna jest kosmiczna technologia. W Wylatowie najpewniej było podobnie – już od lat nie słychać o nowych wzorach na miejscowych polach.

Polskie przesłanie w kosmosie

Polandball, i want to believe, poland can into space
Źródło: wykop.pl

To oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej – doniesień o UFO było w Polsce więcej, jednak większość z nich trudno uznać za wiarygodne. Gdy się o nich mówi, należy robić to jedynie w trybie przypuszczającym. Wygląda więc na to, że póki co Polacy najbliższy kontakt z obcą cywilizacją nawiążą poprzez sondę z programu Voyager. Do obu z nich dołączono po jednej płycie, na której między innymi pokazano życie na Ziemi oraz nagrano pozdrowienia w 55 językach. W tym także po polsku – brzmi ono „Witajcie istoty z zaświatów” i bardziej kojarzy się z seansem spirytystycznym niż eksploracją kosmosu. Możliwe jednak, że kiedyś jakaś cywilizacja je odsłucha. Szanse na to są takie same jak na to, że którekolwiek informacje o przylocie kosmitów do Polski są prawdziwe.

A może ktoś z Was pochodzi z okolic którejś z wymienionych miejscowości i wierzy w historie o obcych? Napiszcie o swoich odczuciach w komentarzach!

Tagi: ,

Miłośnik starej trylogii SW i LOTR, który żałuje, że wciąż nikt nie nakręcił ekranizacji "Hobbita". Jego ukochany film SF to "Plan dziewięć z kosmosu". Motto życiowe: „jeszcze tylko jeden odcinek i biorę się za robotę”.