Przeskocz do treści
Instagram Twitter Facebook Search Arrow right YouTube Sign In Sign Out Register User Print Arrow left Logo Pyrkon Logo Pyrkon
Strona główna » Blog » Kinematografia » 12 prac sidekicka, czyli po co nam on w fabule

12 prac sidekicka, czyli po co nam on w fabule

„Jestem taki sam, jak palec albo cooooś taaaam!” – nie zaśpiewał nigdy niemal żaden z literackich, filmowych czy komiksowych głównych bohaterów. Choć niewątpliwie czasami miałby ochotę. Rzecz w tym, że tacy oto wielcy herosi różnych opowieści jakoś nie bywają sami. Choćbyście się nie wiem jak skuteczny rozpuszczalnik wzięli, nie odkleicie Watsona od Sherlocka. Możecie czatować pół roku u Don Kichota w ogródku i nie odbędziecie z nim pogawędki bez Sancho Pansy. Jestem też niemal całkowicie pewna, że nawet gdy Shrek chodzi tam, gdzie, według pogłosek, królowie chadzają piechotą, Osioł czai się gdzieś tuż przy wycięciu w kształcie serduszka. Tak już po prostu jest i z tym się nie dyskutuje – bohater musi mieć towarzysza, pomocnika, powiernika vel. wrzód na tylnej części ciała. Taka postać ma w kulturze bogatą tradycję i z reguły równie bogatą, jeśli nie większą niż główny bohater opowieści, rzeszę fanów. Ma też swoją przypisaną nazwę, która prawdopodobnie już Wam się obiła o uszy – sidekick.

Kryminalne początki sidekicków

Giphy

Linia sidekicków jest długa i imponująca jak lista rzeczy, które byśmy zrobili z życiem, gdyby nie seriale. Za pierwszego sidekicka uznaje się Aarona – brata Mojżesza – który zdobył godną pozazdroszczenia fuchę Ust i Rąk Mojżesza do Spraw Kłócenia Się Z Faraonem (po roku możliwość awansu na Oczy i Prawą Nerkę Do Spraw Kłócenia Się Z Faraonem). Swoich sidekicków mieli też starożytni Grecy, w tym bóg, bohater biegły w bojach, bogom prawie brat, czyli Herkules. Historia tego herosa jest też zresztą jednym z pierwszych udokumentowanych przejawów nepotyzmu, bo intratną, ciepłą posadkę pomocnika przy zabijaniu hydry powierzył Herki swojemu bratankowi. No a potem to już jakoś poszło. I zostało. Samwise Gamgee został sidekickiem Froda, Ron Weasley druhem Harry’ego, Flash miał swojego Kid Flasha (co jest dowodem niezwykłej kreatywności w nazewnictwie), Kapitan Ameryka – Bucky’ego czy Falcona, no a takiej Mulan na przykład trafił się Mushu. Bywa.

Sidekick to ktoś zaufany, wierny, dający poczucie bezpieczeństwa, logiczne więc jest w pełni, że jego nazwa pochodzi ze slangu kieszonkowców. No to się wręcz samo narzuca. „Kick” w specyficznym języku XIX-wiecznych rabusiów, co to w pogardzie mając tnące szpony sprawiedliwości, zwijali ludziom portfele, oznaczał… kieszeń. I to nawet dokładnie sprecyzowaną kieszeń – boczną, przednią u męskich spodni. Była ona uznawana za najtrudniejszą do obrobienia, a tym samym za tą, którą najbardziej chce się obrobić. W takiej kieszeni trzymało się swoje milijony monet, więc i nie dziwota, że ta kieszeń robiła się człowiekowi bliska i stawała się naturalnym wyborem przy poszukiwaniu drużby na ślub czy chrzestnego dla dziecka. Potem przez analogię nazwa ta przylgnęła do zaufanego partnera w przestępstwie, a jeszcze potem – do codziennego towarzysza i kumpla, który nie miał już obowiązku być na bakier z prawem.

To jest teoria naukowców, ale ludzie wiedzą lepiej, bo tak mają w naturze. No i w tym wypadku wiedzą, że skoro dosłownie side kick znaczyłoby coś w stylu “kopnięcie boczne”, to towarzysza bohaterskiego bohatera nazywa się właśnie tak, bo jego osiągnięcia zawsze dziwnym trafem zostają wykopane na dalszy plan, boczny tor czy kto tam co woli. Prawda, że etymologie ludowe są ładne?

Sidekicka zadania codzienne

Giphy

Choć po takim Mushu czy Ośle może nie być tego widać na pierwszy rzut oka, sidekick zawsze ma dużo do roboty. A nierzadko musi nawet umieć w multitasking. Kiedy akcja opowieści się zagęszcza, emocje rosną, a moralne dylematy piętrzą się jak jenga przy rozgrywce chirurgów, taki oto sidekick ma za zadanie rozładować napięcie, przynosząc komiczne rozluźnienie – wypisz, wymaluj i wydziergaj na szydełku jak Mushu podczas wojny z Hunami. Umówmy się – sidekicki (sidekickowie?) często mają więc cechy, które sprawiają, że są zabawni, a momentami chciałoby się rzec – głupawi. Możliwa jest jednak także odwrotna sytuacja – jeśli to główny bohater ma rolę stricte komediową i jego szaleństwom nie ma końca, normalny, a czasem wręcz flegmatyczny sidekick, celnym kopem w postaci ironicznej uwagi czy nawet spojrzenia wprowadza element komiczny. Gdzie szukać takiego sidekicka? Ja Wam nie będę robić za przewodnika ani mówić, jak macie żyć, ale możecie zerknąć w BigBangTeoriowy album rodzinny i zawiesić oko na Leonardzie jako kumplu Sheldona.

Ale to dopiero początek. Mniej uważny widz mógłby przegapić, jak dzielny, odważny, sprytny, męski/kobiecy i w ogóle jaki och, ach jest główny bohater. Po prostu mogłoby mu to umknąć w toku fabuły. Dlatego sidekick swoją tchórzliwością, głupotą, niezaradnością czy ogólną lamowatością musi uwypuklić to, co tam wymaga uwypuklenia u bohatera. Coby wszyscy wiedzieli na pewno, że bohater jest bohaterem z krwi, kości, honoru i umiłowania ojczyzny. Oczywiście opakowanym w sześciopak albo cycki. Sidekick musi też wziąć na siebie wszystko to, czego bohaterowi zabrania umowa bohaterska. Logiczne jest bowiem, że taki na przykład zbawca świata czarodziejów Potter nie może ot tak sobie chodzić i wymiotować ślimakami, a prawy książę nie ucieknie się do niecnego podstępu. Po prostu nie wypada i trzeba mieć od tego ludzi.

Giphy

Inną rolą sidekicka jest bycie swego rodzaju pomostem albo chociaż wątpliwej jakości kładką między bohaterem a odbiorcą. No bo jeśli bohater jest umiarkowanie towarzyski i jowialny, jak na przykład Batman czy Sherlock Holmes, przyjaźń z bardziej ludzkim towarzyszem ma powiedzieć czytelnikowi czy widzowi coś w rodzaju: “hej on nie jest takim bucem, jak wszystko na to wskazuje”. W niektórych przypadkach sidekick ma też sprawić, żebyśmy po prostu ogarnęli, co się w fabule zadziało. Bohaterowie stosunkowo rzadko mają zwyczaj powtarzania sobie na głos błyskotliwego planu działania, ale tłumacząc go swojemu kumplowi, tłumaczą go za jednym zamachem również nam. Sidekick może mieć jednak również umiejętności, których, olaboga, nie ma bohater! Jeśli więc bohater jest mózgowcem, sidekick może być mięśniakiem, który umie się bić, a gdy główny bohater raczej nie ma szans wystąpić w „Jeden z dziesięciu”, sidekick może służyć mu jakąś rozsądną radą. Na przykład, że walka jeden na pięciuset ma średni sens czy coś.

Sami widzicie, że sidekick jest zarobiony po łokcie albo po pokryte futerkiem uszka. Bo to on robi bohatera. Może i Sherlock rozwiązałby wszystkie sprawy bez Watsona, Shrek prawdopodobnie znalazłby Fionę bez Osła, a powiedzmy, Anna z Frozen odszukałaby siostrę bez Olafa. Ale czy wtedy ci wszyscy bohaterowie byliby jeszcze naszymi ukochanymi bohaterami?

Tagi: , , ,

Filolog z przypadku, leń z natury. Jeśli nie musi, to piechotą nie chodzi, ale ujdzie w tłoku. Zdarza się, że coś jej chodzi po głowie, chociaż nigdy przed 9 rano. Za to jej miłość do seriali przechodzi ludzkie pojęcie. Lubi chadzać swoimi ścieżkami, mimo że radzą jej raczej pójść po rozum do głowy.


Komentarze