Czy popkultura stała się zbyt bezpieczna?
18 maja 2026
Tak sobie ostatnio słucham przeróżnych podcastów: nowszych, starszych, mniej i bardziej popularnych. W efekcie naszła mnie taka refleksja nad tym, co nam się w popkulturze dzieje w takim szerszym aspekcie. Wiecie, nie jaka książka niedługo ujrzy światło dzienne, która filmowa premiera rozbije światowy boxe office i najskuteczniej sięgnie do kieszeni odbiorców, czy jaka gra będzie przez najbliższe miesiące na ustach wielu z nas. Zaczęłam się zastanawiać nad tym wszystkim bardziej w ujęciu… globalnym. To chyba będzie dobre słowo. Jasne, poniekąd spowodowane jest to – obserwowanym u siebie i u wielu ludzi, z jakimi zdarza mi się rozmawiać – zmęczeniem materiału. No dobra, ale o co tak właściwie chodzi i czy jest nad czym się pochylać?
Wiecie, od jakiegoś czasu mam takie poczucie, że jeszcze niedawno popkultura była miejscem ryzyka, eksperymentów i odważnych pomysłów, które serwowali nam twórcy. Wielkie tytuły potrafiły szokować, zachwycać, czasem dzielić publiczność i zmuszać ją do jakiejś refleksji, często stawiając przy tym odbiorców w dość niekorzystnym położeniu. Nade wszystko chodziło jednak o to, żeby wyznaczać nowe trendy. Tymczasem coraz częściej odnoszę jednak wrażenie, że mainstreamowa rozrywka działa według jednego, dobrze znanego schematu, który zdążył się już przyjąć i nikt nie ma odwagi go zmienić, bo mu się słupki w excelu nie będą zgadzać. W efekcie dostajemy na obiad odgrzewane kotlety: powracające marki, bezpieczne scenariusze i produkcje projektowane pod algorytmy dominują w kinie, telewizji i streamingu. Czy współczesna popkultura rzeczywiście przestała ryzykować… i dlaczego my – jako jej odbiorcy – wciąż to akceptujemy?