Przeskocz do treści
Instagram Twitter Facebook Search Arrow right YouTube Sign In Sign Out Register User Print Arrow left Logo Pyrkon Logo Pyrkon
Strona główna » Blog » Mity i legendy » Kto straszy w krainie podziemnej pomarańczy, czyli nawiedzone miejsca w Poznaniu i okolicach

Kto straszy w krainie podziemnej pomarańczy, czyli nawiedzone miejsca w Poznaniu i okolicach

Pyrkon to świetna okazja, by odwiedzić Poznań. Nasze miasto oferuje także wiele innych atrakcji. Co robić, gdy przyjechało się na kilka dni przed festiwalem, zostaje się kilka dni po jego zakończeniu lub ma się wolną chwilę pomiędzy kolejnymi aktywnościami programowymi? Można zmierzyć się ze swoimi lękami i udać na wyprawę w nawiedzone miejsca w Poznaniu. A tych w stolicy Wielkopolski i jej najbliższych okolicach jest kilka.

Zamek Królewski

Na początek mała zagadka. Ile lat średnio mają poznańskie zamki?

  1. 543
  2. 687
  3. 750
  4. 57,5

Choć może się to wydawać niewiarygodne, prawidłową odpowiedzią jest ta ostatnia. Tego typu posiadłości kojarzą się głównie z czasami średniowiecznymi, więc można powiedzieć, że poznańskie budowle to wręcz zamkowe niemowlęta. Wypadają młodo nawet w porównaniu do publiczności zgromadzonej na koncercie Ireny Santor w Ciechocinku. Budowę Zamku Cesarskiego ukończono w roku 1910, a Zamku Królewskiego w 2013. Skupmy się na tym drugim, popularnie i niezbyt pieszczotliwie nazywanym przez mieszkańców Poznania „Zamkiem Gargamela”.

Nawiedzone miejsca w Poznaniu, Pyrkon 2019, Festiwal Fantastyki Pyrkon
Fot. Wikipedia

Stojący obecnie na Górze Przemysła zamek nie jest tak naprawdę pierwszym, który się tam znajduje. Budowę wersji 1.0. rozpoczęto jeszcze w XIII wieku – miała być to siedziba Przemysła II. Ten jednak został zamordowany w 1296 roku, rok po objęciu tronu, a prace w tym miejscu zakończyć miał dopiero Kazimierz Wielki. W późniejszych wiekach dochodziło do remontów, przebudów, pożarów, zniszczeń i odbudów. Zamek w obecnej wersji ukończono w 2013 roku – już podczas zaprezentowania jego projektu powstało wiele kontrowersji dotyczących jego wyglądu. Do tej pory budzi on raczej negatywne uczucia sporej części mieszkańców Poznania.

Z powodu tych wszystkich remontów o spotkanie ducha jednak tam trudno. Według podań straszyć w zamku miała Ludgarda Meklemburska, była żona Przemysła II. Księżniczka zmarła nagle, osiągając niewiele ponad 20 lat. Do dziś niektórzy uważają, że duży udział w wyprawieniu jej na tamten świat miał drogi małżonek. Dokładniejszą historię jej życia i śmierci możecie poznać w materiale PyrkonTV. Po kolejnych wizjach odbudowy zamku najprawdopodobniej opuściła swoją siedzibę, by nawiedzać architektów i projektantów.

Fara Poznańska

Dosłownie o rzut kamieniem od Zamku Królewskiego znajduje się Fara Poznańska, a dokładniej Bazylika kolegiacka Matki Bożej Nieustającej Pomocy, św. Marii Magdaleny i św. Stanisława Biskupa w Poznaniu. Prace nad jej budową rozpoczęto w 1652 roku, jednak niemal od razu trzeba było je przerwać – wszystko przez najazd Szwedów. Kościół, w którym wciąż odbywały się prace, poświęcono na początku XVIII wieku. Później, podobnie jak Zamek Królewski, przechodził przez różne koleje losu. Podczas II Wojny Światowej został ograbiony i przeznaczony na magazyn. Dziś Fara stanowi ozdobę Poznania, choć cały czas trwają w niej prace renowacyjne.

Nawiedzone Miejsca w Poznaniu, Pyrkon 2019, Festiwal Fantastyki Pyrkon
Fot. Wikipedia

W Farze także ponoć straszy. Duch pojawiający się w świątyni nazywany jest Czarną Damą lub Czarną Panią. Wbrew mrocznej nazwie jest to zjawa zupełnie nieszkodliwa. Jej postać wiąże się ze słynnymi organami znajdującymi się w kościele. Oddany do użytku w latach 70. XIX wieku instrument wyróżnia się swoją wielkością, wykonaniem i czystością dźwięku. Zaprojektował go zaś Friedrich Ladegast, jeden z najznamienitszych organmistrzów swoich czasów. Jak można się domyślić, takie organy to nie jest tania rzecz. Połowę środków potrzebnych do ich kupna podarowała pewna starsza poznanianka. To właśnie jej ducha widywano wielokrotnie podczas napraw instrumentu w Farze. Zjawa więc nie straszy, a bardziej sprawdza, czy wydane przez nią pieniądze są wykorzystywane we właściwy sposób.

Teatr Polski

Goście poznańskiej Opery mogą chodzić na spektakle spokojni – nie ma tam żadnego upiora. Nie da się jednak tego powiedzieć o znajdującym się nieopodal Teatrze Polskim. Tam ponoć można natknąć się na zjawę jednego z byłych dyrektorów.

Nawiedzone miejsca w Poznaniu, Pyrkon 2019, Festiwal Fantastyki Pyrkon
Fot. Wikipedia

Wilam Horzyca stał na czele teatru w latach 1948-1951. Przez ten czas kierowana przez niego scena wyróżniała się nie tylko na tle Poznania, ale nawet całej Polski. W tamtym okresie wiodącym kierunkiem w sztuce naszego kraju był socrealizm, realizowany nie tylko w teatrze, ale również filmie, muzyce, malarstwie czy budownictwie. Horzyca był zdecydowanym przeciwnikiem tego nurtu. Za jego dyrekcji na deskach Teatru Polskiego stawiano przede wszystkim na innowacyjność, a sama placówka miała dorównać najsłynniejszym teatrom na całym świecie. Współpracowano więc z największymi sławami aktorskimi czy scenograficznymi. Wystawiane podówczas sztuki oraz kierunek zmian nie były w smak ówczesnej władzy.

Panowanie Horzycy w Poznaniu trwało więc tylko trzy lata i zakończyło się klątwą rzuconą przez odchodzącego dyrektora. Według jego słów teatr miał popaść w problemy przez najbliższe 50 lat. Klątwa najwyraźniej okazała się skuteczna, bo przez długi okres Teatr Polski zmagał się z różnego rodzaju kłopotami natury organizacyjnej, administracyjnej i artystycznej. Dopiero na przełomie XX i XXI wieku zaczął wracać do swojej świetności. Sam Horzyca zmarł w 1959 roku, a więc tylko kilka lat po swojej dymisji. Od tego czasu na korytarzach Teatru Polskiego słychać podobno jego kroki, a nawet wyczuć można jego obecność. Warto więc czasem zostać trochę dłużej po spektaklu i sprawdzić, czy w opowieściach tych kryje się ziarnko prawdy.

A może by tak opuścić na chwilę Poznań, czyli Zamek w Kórniku…

Nawiedzone miejsca znaleźć można również w najbliższym sąsiedztwie Poznania. W tym miejscu wręcz trzeba wspomnieć o Zamku w Kórniku, który znajduje się około 25 kilometrów od terenu Międzynarodowych Targów Poznańskich. Jego historia liczy sobie już kilkaset lat, a zaczęła się w XV wieku. Przez ten czas wielokrotnie zmieniał on właścicieli. Zbudowany został przez rodzinę Górków, jeden z najbogatszych wielkopolskich rodów. Po ponad 150 latach panowania, zamek przeszedł na równie zamożny ród Czarneckich. Ci nie nacieszyli się jego posiadaniem nawet 20 lat i sprzedali go Zygmuntowi Grudzińskiemu, od którego odkupił go ród Działyńskich. Rodzina ta władała zamkiem przez około 200 lat. Pod koniec XIX wieku rezydencję przejął w ramach spadku Władysław Zamoyski. Wkrótce jednak został wypędzony przez Prusów i do Kórnika powrócił dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Przed swoją śmiercią w 1924 roku Władysław Zamoyski przekazał Zamek w Kórniku narodowi polskiemu.

Nawiedzone miejsca w Poznaniu, Pyrkon 2019, Festiwal Fantastyki Pyrkon
Fot. Wikipedia

Skupmy się jednak na rodzinie Działyńskich. A dokładnie na jej pewnej przedstawicielce. Teofila Działyńska żyła w XVIII wieku. O jej wczesnym życiu wiadomo niewiele. W wieku jedenastu lat została sierotą, pierwszy mąż zmarł pięć lat po ślubie, a z drugim się rozwiodła. Wiadomo natomiast, że nie była specjalnie lubiana w ówczesnym społeczeństwie. Odznaczała się silnym charakterem i podobno romansowała z młodszymi mężczyznami, nawet tymi należącymi do stanu duchownego. Także jej sposoby na rozwój Kórnika nie spodobały się lokalsom – między innymi sprowadziła do tej miejscowości protestantów i ludność żydowską.

To właśnie ona jest prawdopodobnie najsłynniejszym duchem w Polsce. A wszystko z powodu pewnego obrazu. Na portrecie pędzla Antoine’a Pesne widać ją ubraną w białą suknię. Ponoć Teofila Działyńska schodzi w nocy z malunku i jako Biała Dama przemierza korytarze kórnickiego zamku. O północy zaś przyjeżdża po nią Czarny Rycerz i zabiera ją w podróż po przyzamkowym parku. To podobno kara za to, że Teofila Działyńska postanowiła rozebrać znajdujący się niedaleko zameczek Górków. Pozyskane z rozbiórki cegły miały trafić do mieszkańców Kórnika, by ci mogli wybudować domy pozwalające na obronę przed pożarami. Pobudki zaiste istotne, ale jak widać zaświaty rządzą się swoimi prawami i najwyraźniej mają wpojone inne zasady moralne.

A jeżeli ktoś nie lubi duchów, może odwiedzić znajdujące się koło zamku arboretum, w którym znajdują się tysiące gatunków różnych roślin.

…oraz Szpital Psychiatryczny w Owińskach

Nawiedzone miejsca w Poznaniu, Pyrkon 2019, Festiwal Fantastyki Pyrkon Najgorszą sławą w Poznaniu i okolicach owiany jest natomiast były zakład psychiatryczny w podpoznańskich Owińskach. Założony przez Pruskie władze w 1838 roku był pierwszą i przez długie lata najnowocześniejszą tego typu placówką na ziemiach polskich. Jego działalność zakończono po 100 latach, gdy do Polski wkroczyli naziści. W ramach akcji T4 w listopadzie 1939 roku pacjentów przeniesiono do Fortu VII w Poznaniu, gdzie czekał ich koniec. Tubylcy powiadają, że duchy pacjentów często pojawiają się w opuszczonym szpitalu, a w okolicach listopada, czyli rocznicy zamknięcia zakładu, w całej miejscowości dochodzi do dziwnych zdarzeń. To jednak nie odstrasza licznych grup śmiałków, którzy odwiedzają budynek, by spędzić w nim noc. Zakład w Owińskach stał się więc mekką poszukiwaczy silnych wrażeń oraz miłośników tanich napojów wyskokowych i innych, niekoniecznie legalnych, substancji.

Choć poznańskie duchy nie należą do specjalnie szkodliwych, to za każdym z nich kryje się wyjątkowa historia. Jeżeli macie odwagę udajcie się na wycieczkę ich śladami. A może znacie inne miejsca w Poznaniu, w których straszy? Dajcie znać!

Tagi: , ,

Miłośnik starej trylogii SW i LOTR, który żałuje, że wciąż nikt nie nakręcił ekranizacji "Hobbita". Jego ukochany film SF to "Plan dziewięć z kosmosu". Motto życiowe: „jeszcze tylko jeden odcinek i biorę się za robotę”.


Komentarze