Festiwal Fantastyki 14.06.2024 Poznań
pl

Zestawienie pięciu serii fantasy, po które warto sięgnąć w jesienne wieczory!

Jesień to doskonały czas na to, by wciągnąć się w światy magii, przygód i fantastycznych stworzeń. Długie, chłodne wieczory zapraszają do schronienia się pod kocem i zanurzenia w książkach, które przeniosą nas w niesamowite krainy. Oto pięc serii fantasy, które doskonale sprawdzą się na jesienny wieczór. Zakładam, że część z nich (o ile nie wszystkie) są Wam – książkowym wyjadaczom – znane doskonale, jednak aktualna pora roku i towarzysząca jej aura sprzyja temu, by wrócić do znanych i lubianych uniwersów oraz raz jeszcze spotkać się z ukochanymi bohaterami.

Oczywiście – uprzedzam zawczasu, żeby uniknąć jakichkolwiek niedopowiedzeń – niniejsza lista jest tak daleka od jakiejkolwiek obiektywności, jak tylko może być. Składa się z serii zajmujących szczególne miejsce w moim literackim serduszku i do których cyklicznie wracam, żeby jeszcze raz przeżyć historie spisane na kartach książek. Absolutnie nie oczekuję, że podzielicie moją opinię, śmiało możecie jednak podrzucać w komentarzach te powieści lub cykle, do których Wy chętnie wracacie. Z chęcią się z nimi zapoznam, kiedy jesień przejdzie w zimę, a ciepły kocyk i herbata z malinowym sokiem nie będzie już miłym dodatkiem, a koniecznością, by przeżyć do wiosny.

Trylogia „Mroczne Materie”, Philip Pullman

Nie da się ukryć, że w zestawieniu książek fantasy, które świetnie nadają się do czytania w długie, jesienne wieczory nie można pominąć trylogii Philipa Pullmana. W jej skład wchodzą Zorza polarna, Delikatny nóż oraz Bursztynowa luneta. Choć można uznać, że jest to seria skierowana raczej do młodszego czytelnika, to przecież nie wyklucza to tego, iż również dorośli odbiorcy odnajdą w tej trylogii coś, co ujmie ich za serce: poruszającą fabułę, świetnie wykreowanych bohaterów czy intrygujący świat.

Historia o dorastaniu dwójki dzieci – Lyry Belacqua oraz Willa Parry’ego – ich podróży poprzez równoległe światy oraz trudności, z jakimi muszą się mierzyć potrafi przykuć do kanapy na cały wieczór. Jest także wysoce prawdopodobne, że czytając przygody bohaterów oraz poznając ich sprzymierzeńców nie tylko będziecie musieli się zmierzyć z syndromem „jeszcze tylko jeden rozdział i idę spać”, ale także uronicie niejedną łzę nad losami poszczególnych postaci.

Nie zabraknie czarownic, opancerzonych niedźwiedzi czy mówiących zwierząt. Znajdziecie tu jednak także nieco filozofii, etycznych oraz teologicznych zagadnień, a jeśli Waszym konikiem są te nieco bardziej naukowe zagadnienia, to i te pojawiają się w przedstawionym świecie. Na dodatek, jakby jesienne wieczory okazały się zbyt krótkie, trylogia Pullmana doczekała się serialowej adaptacji z naprawdę dobrą obsadą aktorską, która stanęła na wysokości zdania.

Seria „Pan Lodowego Ogrodu”, Jarosław Grzędowicz

Jeśli myśleliście, że w tym zestawieniu nie pojawi się polski akcent, to już śpieszę rozwiać Wasze obawy – oczywiście, że nie mogło zabraknąć serii tak wybitnej jak ta, która wyszła spod pióra Jarosława Grzędowicza (mały spoiler: to nie jedyna seria rodzimego autora, która się pojawi na tej liście!). W końcu to jeden z naszych najpoczytniejszych pisarzy fantastyki, a jego seria podbiła serca wielu czytelników.

Losy Vuko Drakkainena, który dzięki najnowocześniejszej technice znalazł się na jednej z planet, Midgaardzie, władając specjalnymi zdolnościami i mając za zadanie odnaleźć kilkoro naukowców, którzy zaginęli bez śladu przykuwają czytelnika do książki na długie, jesienne wieczory. Możecie wierzyć mi na słowo, że nie jest to pozycja, jaką powinno czytać się w komunikacji miejskiej, pociągach czy w pracy. Nie ze względu na objętość, chociaż faktycznie może być to być istotny czynnik, ale dlatego, że właściwą oprawą dla zanurzenia się w przedstawionym świecie jest… spokój. Naprawdę – kocyk, ciepły napój i skupienie pozwolą Wam docenić wszystko to, co wykreował autor.  

„Opowieści z meekhańskiego pogranicza”, Robert M. Wegner

Uwierzcie mi, ale byłabym chora, gdybym nie umieściła w tym zestawieniu cyklu Roberta, na on bowiem w moim serduszku specjalne miejsce i jeśli istnieje seria, do której wracam przynajmniej raz w roku, to są to właśnie „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”. Na chwilę obecną składają się z pięciu tomów (szósty jest podobno w procesie wydawniczym, a kolejne są w planach), z czego dwa pierwsze są zbiorami opowiadań osadzonych w świecie i przedstawiających czytelnikom głównych bohaterów.

Stawiam perły przeciwko orzechom, że pokochacie wykreowane przez Roberta postacie, docenicie kunsztowność przedstawionego świata i pokiwacie głową z uznaniem nad intrygami oraz zwrotami akcji, które pojawiają się w poszczególnych tomach. Opowieści z meekhańskiego pogranicza nie raz Was zaskoczą, a – jakby tego było mało – istnieje ryzyko (graniczące z pewnością), że niektóre z tych historii sprawią, że spocą się Wam oczy, a serduszko zabije z przejęcia. Osobiście już niecierpliwie przestępuję z nogi na nogę w oczekiwaniu na kolejny tom i – tego możecie być pewni – jeszcze przed końcem tego roku owinę się kocem, umoszczę na kanapie i zrobię sobie powtórkę tego cyklu. Z pewnością znowu odkryję coś, co umknęło mi podczas poprzednich powrotów do lektury.

Trylogia „Wojen Makowych”, Rebecca F. Kuang

Rebecca F. Kuang jest autorką, którą Pyrkonowicze zapewne znają – miała okazję odwiedzić nasz Festiwal w 2022 roku i spotkać się ze swoimi fanami. To amerykańska pisarka chińskiego pochodzenia, a „Wojny Makowe” są jej debiutancką serią, za którą Rebecca zdobyła nie tylko uznanie czytelników i krytyków, ale także szereg nagród (tych za najlepszy debiut, ale także nominacji do Nebuli, Locusa czy Nagrody Hugo w kategorii najlepszy cykl). Jej serię przetłumaczono na kilkanaście języków – w tym polski – więc macie niesamowitą okazję, aby zapoznać się z trylogią autorki. Jeśli zaś jesteście okładkowymi srokami, to jestem pewna, że wydanie jakie ukazało się nakładem Fabryki Słów z pewnością zadowoli Wasze oczy.

Fabuła serii inspirowana jest historycznymi wydarzeniami związanymi z wojną chińsko-japońską. Główną bohaterką jest Rin – dziewczyna do tego stopnia zdeterminowana, aby wyrwać się ze swojego dotychczasowego życia, że wiele wysiłku wkłada w to, aby dostać się do szkoły wojskowej i tam zdobyć wykształcenie. Szybko jednak okazuje się, że rzeczywistość dziewczyny stanie w ogniu największej wojny, która pustoszy wykreowany przez Kuang świat i wywraca wszystko do góry nogami. Czy Rin i jej przyjaciele sprostają wyzwaniom, jakie rzuca im pod nogi los? Tego dowiecie się z kart trylogii. Możecie być jednak pewni, że bohaterowie nie są nieomylni, a każda ich zła decyzja wiąże się z konsekwencjami, które odbijają się nie tylko na nich. Zdecydowanie polecam, choć kolejne tomy serii mogą przestraszyć swoją objętością.

Seria „Droga Szamana”, Wasilij Machanienko

Siedmiotomowa seria autorstwa Machanienki być może nie jest tym, czego spodziewaliście się w tym zestawieniu, które – przynajmniej mam takie wrażenie – w pierwszych czterech pozycjach uderzało raczej w pozycje, mogące uchodzić za klasyki literatury fantasy lub chociażby do tego miana aspirować. Tymczasem „Drodze Szamana” jest do tego dalej niż bliżej. Nie zrozumcie mnie źle: to nie jest zły cykl – wręcz przeciwnie – czytając go spędziłam kilka naprawdę miłych wieczorów, uderza jednak w te bardziej rozrywkowe aspekty literatury i możecie być pewni, że nie skłoni Was do filozoficznych czy moralnych rozważań.

W świecie wykreowanym przez autora (swoją drogą, prekursora gatunku LitRPG), nasz główny bohater zostaje skazany za przestępstwo, którego nie popełnił i wysłany nie do więzienia, ale do świata gry – Barliony. Barliona to nic innego jak wirtualny świat rozgrywki, stworzony dzięki najnowocześniejszym technologiom, z pełną imersją i gwarancją niesamowitych doznań oraz przygód. O ile nie jesteś więźniem, który skazany został na pracę w kamieniołomach. Czy nasz bohater wydostanie się z nich? Czy odkryje, kto stał za wplątaniem go w tę całą sytuację? Jak poradzi sobie z funkcjonowaniem w świecie gry? Tego (i nie tylko!) dowiecie się z książek, więc na tym swoje zachęty skończę i pozwolę Wam znaleźć odpowiedzi samodzielnie.

To nie było łatwe!

Zapewniam Wam, że wybranie do tego zestawienia tylko pięciu serii było zadaniem szalenie trudnym i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że każdy z Was widziałby na tej liście inne tytuły. Ograniczałam się jednak jak mogłam, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że wszystkie tomy tych cyklów należą raczej do tych większych objętościowo, a liczba wolnych wieczorów w jesieni jest ograniczona.

Nie krępujcie się jednak, aby w komentarzach dzielić się swoimi typami!

Awatar autora

O autorze

Martyna Halbiniak

Twierdzi, że nie śpi, bo sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu. Jest też zdania, że czekolada nie pyta - ona po prostu rozumie. Wieczna studentka z wrodzoną niechęcią do dorosłości, bo lubi się ze swoim wewnętrznym nerdem... tfu, dzieckiem. Z zapałem godnym lepszej sprawy przetwarza kawę na literki. Lubi rodzynki w serniczku i cynamon w jabłeczniku.