Uniki na mistrzu – The Elusive Samurai
19 stycznia 2026
Komedia gagowa? Checked. Brutalność? Checked. Absurd? Checked. Piękna grafika? Checked. Wszystko jest, lecimy. W świecie anime nie można siedzieć w miejscu. Tworzenie rzeczy po staremu i po prostu dobrych nie wystarcza. Dandadan udowodniło, że anime’owy mainstream potrzebuje raz na jakiś czas rewolucji stworzonej przez ludzi, którzy lubią to co robią. Elusive Samurai czyli Nige Jouzu no Wakagimi jest dokładnie taką pozycją.
Tchórz
Tokiyuki Hōjō nie jest typowym shōnenowym bohaterem. W ogóle nie jest bohaterem. Poznajemy go jako beztroskiego chłopaka, syna Takatokiego Hōjō – regenta szogunatu Kamakura. Nie jest pierworodnym, nie są mu przewidziane wielkie rzeczy. Nie nadaje się zresztą do wielkich rzeczy, ponieważ jedyną rzeczą, która wychodzi mu dobrze, to uciekanie. Absolutnie nie umie walczyć, nie przejawia talentów w dyplomacji. Ucieka. Jak tchórz. Ucieka jakby od urodzenia miał uniki na mistrzu.
I wtedy ta „gra w berka” kończy się nagle, bez ostrzeżenia. Kamakura, jeszcze przed chwilą bezpieczne tło jego dzieciństwa, zamienia się w scenę masakry: miecze, ogień, krzyk, a poczucie stabilności rozrywa się jak papier. Horror wdziera się w życie Tokiyukiego z taką siłą, że nawet nie ma czasu stać się kimś innym – może tylko zrobić to, co zawsze robił najlepiej: wymknąć się śmierci o włos.
W tym chaosie pojawia się ktoś nieoczekiwany. Suwa Yorishige – kapłan, strateg i człowiek, który patrzy na Tokiyukiego jak na kogoś, kogo los jeszcze nie skreślił. To on pierwszy nazywa rzecz po imieniu i przekręca perspektywę: uciekanie nie musi być tchórzostwem. Uciekanie może być wyborem. Może być odwagą, która nie wygląda jak heroiczny atak, tylko jak decyzja: „przeżyję jeszcze jeden dzień”. Bo dopóki Tokiyuki oddycha i potrafi się wymknąć, dopóty historia nie ma prawa postawić kropki.
CloverWorks na pełnym biegu
Naprawdę czuć, że CloverWorks dostało materiał, który kocha skrajności – i postanowiło je jeszcze podkręcić. Właśnie tego typu dzieła budzą w człowieku nadzieję, że anime-business wciąż zatrudnia ludzi, którzy po prostu kochają to co robią i chcą to robić jak najlepiej. Reżyser Yuta Yamazaki prowadzi tę historię w tempie pościgu: kamera „goni” bohaterów, kadry potrafią wystrzelić nagłym przyspieszeniem, a animacja ma w sobie sprężystość, która sprawia, że ucieczki Tokiyukiego są bardziej fizycznym doświadczeniem niż zwykłą sekwencją akcji. Do tego dochodzi kreska i projekty postaci Yasushiego Nishiyi – czyste, eleganckie, a jednocześnie gotowe w sekundę przejść w karykaturę. I to jest klucz, bo duch autora Assassination Classroom siedzi tu nie tylko w dialogach, ale w całej plastyce świata: powaga potrafi pęknąć jak szkło, żeby za moment wybuchnąć ekspresją tak przerysowaną, że aż piękną w swojej bezczelności. Ten absurd działa właśnie dlatego, że obok niego są efekty i inscenizacja, które bez mrugnięcia okiem dowożą też grozę i brutalność epoki – jakby serial mówił: życie bywa komiczne i straszne naraz, a granica między jednym a drugim to czasem jedno mrugnięcie.
No i ta muzyka. Dawno nie oglądałem każdego intro w serii, a w Elusive Samurai obejrzałem/przesłuchałem zarówno każde intro jak i outro. Polecam przesłuchać Plan A od DISH oraz Kamakura Style od BotchiBoromaru.
Alternatywne bohaterstwo
W Elusive Samurai najciekawsze jest to, że serial podmienia definicję siły. Tokiyuki nie dostaje „mocy”, nie odkrywa nagle talentu do miecza – zamiast tego uczy się świata: terenu, ludzi, intencji. Zamiast fantazji o dominacji dostajemy historię o sprawczości kogoś, kto od początku jest na przegranej pozycji, i o sprycie jako etyce: przetrwaniu, które nie zawsze jest piękne, ale bywa jedyną uczciwą odpowiedzią na przemoc. I właśnie dlatego ten tytuł tak dobrze znosi swój najbardziej ryzykowny składnik – kontrast tonu. Jedną ręką idzie w slapstick, karykaturę i żart z patosu, drugą przypomina, że oglądamy epokę, w której życie kończyło się w sekundę, bez fanfar. Ten „zgrzyt” jest celowy: komedia nie tyle rozbraja brutalność, co ją uwydatnia, bo śmiech bywa tu mechanizmem obronnym bohaterów i widza. A potem jedno cięcie montażowe potrafi wytrącić z komfortu i uderzyć pytaniem, które serial stawia pod przykrywką gagów: czy heroizm to poza, czy konsekwencja?
Dla kogo?
Tu warto złapać oddech, bo The Elusive Samurai nie jest dla każdego. Humor tej serii stoi przede wszystkim na gagach: na absurdalnych reakcjach, przerysowanej ekspresji i żartach, które celowo zahaczają o „realność” epoki – jakby ktoś co chwilę wbijał szpilkę w patos historycznego dramatu. Jeśli takie rzeczy Cię bawią (a zwłaszcza jeśli dobrze czujesz vibe Grand Blue albo Konosuby), jest spora szansa, że wskoczysz w to bez problemu i będziesz się śmiał w najmniej spodziewanych momentach, ale za to niemal do łez.
Jednak jest też druga strona medalu: to anime potrafi być bardzo brutalne. Tu nie ma miękkiego kadrowania przemocy – krew chlapie, ciała padają, a przemoc bywa pokazana z szokującą bezpośredniością, nawet gdy sprawcami są dzieci, które są w końcu głównymi bohaterami tej opowieści. I jeszcze jedno: twórcy mocno prześmiewczo igrają z japońskim etosem „lepiej umrzeć niż uciec”, robiąc z niego temat do żartu i kontrapunkt dla Tokiyukiego. Dla jednych to będzie świeże i inteligentnie przewrotne, dla innych – zbyt kąśliwe albo po prostu zbyt bliskie wrażliwym tematom. W skrócie: jeśli szukasz serii, która umie w skrajności, pokochasz ją; jeśli wolisz spójny ton i delikatniejsze podejście do przemocy, lepiej wiedzieć to przed startem.
Niedokończona historia
The Elusive Samurai potrafi być głośne, krwawe i bezczelnie śmieszne – czasem w tej samej minucie – ale pod tą kakofonią kryje się myśl zaskakująco prosta. Nie zawsze dostaniesz moment, w którym staniesz prosto i wygrasz „jak w filmie”. Czasem dostaniesz tylko ułamek sekundy na decyzję: zostać i zniknąć na zawsze, czy uciec i zostać na później. Tokiyuki jest bohaterem właśnie w tym drugim sensie: nie w tym, że pokonuje świat, tylko w tym, że nie pozwala światu postawić kropki. I może dlatego ta seria zostaje w głowie dłużej niż jej żarty – bo przypomina, że odwaga nie musi wyglądać jak atak. Czasem wygląda jak oddech złapany w biegu: krok w tył, który nie jest rezygnacją, tylko obietnicą, że wrócisz.
A jeśli chcesz sprawdzić to w praktyce, pierwszy sezon jest dostępny na Crunchyrollu, a kolejny jest już w produkcji (z zapowiedzianym oknem premiery na lipiec 2026).