Festiwal Fantastyki 19-21.06.2026 Poznań
Zaloguj się
pl
Goście Program Kup bilet

Gratka dla fanów planszówek i Lovecrafta – nadchodzi premiera Cthulhu: Dark Providence

5 stycznia 2026

Jeżeli tak jak ja podskakujecie delikatnie w fotelu na informację o grze planszowej lub karcianej z ukrytą tożsamością albo jeśli myśl o mechanice deck-buildingu wywołuje automatycznie uśmiech na twarzy, to mam dla Was doskonałe wieści. Już niedługo w ręce graczy powinny trafić pierwsze, jeszcze ciepłe kopie najnowszej produkcji wydawnictwa CMON. Budowanie talii, zróżnicowane tajne agendy i rywalizacja o kontrolę nad planszą, a do tego zawiązywanie ryzykownych umów z potężnymi Przedwiecznymi – to wszystko, zapakowane w klimatyczne grafiki oddające atmosferę czasów Wielkiego Kryzysu lat 30-tych, znajdziecie w Cthulhu: Dark Providence. Czego chcieć więcej?

CMON, czyli specjaliści od planszówkowych adaptacji

Wydawnictwo, założone pod nazwą CoolMiniOrNot, wywodzi się z witryny społecznościowej pozwalającej na dzielenie się i poddawanie pod ocenę swoich pomalowanych figurek. Twórcy strony zaczęli wkrótce swoich sił w branży wydawniczej. Już drugi ich tytuł, jakim był Zombicide, rozbił przysłowiowy bank osiągając 3907% celu i zbierając w 2012 roku niemal 800 tysięcy dolarów. Kolejne odsłony bez wątpienia kultowej już w tym momencie planszówki również zbierały ogromne kwoty, a linia wydawnicza trwa do teraz.

W międzyczasie firma znacząco rozwinęła swoją działalność, stając się specjalistą w przenoszeniu na planszę filmów, seriali, komiksów i gier komputerowych. Mają na swoim koncie między innymi serie Blooodborne, Cthulhu: Death May Die i Cyberpunk 2077, a także standalone gry osadzone w świecie Diuny, Stranger Things oraz uniwersum Marvela i DC. W ostatnich latach ponownie zasłynęli w społeczności fanów planszówek, tym razem tytułem Masters of the Universe: The Board Game – Clash for Eternia, w którym gracze mogą wcielić się w legendarnego He-Mana lub wręcz przeciwnie zagrać jako rozsławiony również przez memy zawierające bezcenne życiowe porady Szkieletor.

Gra zyskała szerokie uznanie między innymi dzięki możliwości wyboru dwóch trybów rozgrywki – pełnej kooperacji lub wszyscy na jednego. Już w kolejnym roku wydawnictwo wskoczyło na ówczesne 3. miejsce w rankingu Kickstartera w kategorii gier planszowych z grą Marvel Zombies – A Zombicide Game. Projekt zebrał ponad 9 milionów dolarów i przebijając założony cel osiemnastokrotnie.

Firma ma również na koncie kilka udanych propozycji w branży papierowych RPG-ów, w tym adaptację serii gier Assassin’s Creed, jak również system Broken Compass, mocno inspirowany Uncharted, ale także przygodami Indiany Jonesa i Lary Croft.

Czarno-biała fotografia przedstawiająca samotną postać z parasolem idącą przez mokry, pusty plac w deszczu. W tle majaczą zamglone kamienice i ulica spowita mgłą. Odbicia światła na mokrym bruku oraz niska widoczność tworzą melancholijny, niepokojący klimat.
Źródło: pexels.com

Teraz wydawnictwo ponownie pochyliło się nad światem wykreowanym przez słynnego pisarza literatury grozy H.P. Lovecrafta. Poprzednie również wyjątkowo udane podejście projektantów ze stajni CMON do tej jedynej w swojej mitologii zaowocowało wydaniem Cthulhu: Death May Die. Mocno fabularna i osadzona w lore gra dzieląca się na odcinki i akty wyróżniała się na tle innych lovecraftowych tytułów naciskiem na bezpośrednią konfrontację z Przedwiecznymi. Celem rozgrywki jest bowiem przywołanie manifestacji bóstw z innych wymiarów i rozprawienie się z nimi na dobre. W dużej mierze urzekła graczy również mechaniką, zgodnie z którą postać gracza staje się silniejsza wraz ze spadkiem poczytalności. Gra po sześciu latach od premiery pozostaje w czołówce rankingów najbardziej klimatycznych planszówek. Czy podobnie będzie w przypadku Cthulhu: Dark Providence?

Tajniki rozgrywki, czyli o co tu właściwie chodzi

Ilustracja w niebieskiej tonacji przedstawiająca mężczyznę w kapeluszu i eleganckim garniturze w stylu lat 30., trzymającego pistolet. Postać wyłania się z mrocznej, dymnej przestrzeni, z intensywnym, czujnym spojrzeniem. Całość ma klimat noir i tajemnicy, z dynamicznymi smugami światła i mgły wokół sylwetki.
Źródło: pixabay.com

Zanim jednak o kwestii klimatu i wierności względem dorobku Lovecrafta, warto pochylić się trochę nad mechaniką. Ta bowiem oferuje naprawdę wiele, jednocześnie pozostając względnie przystępna nawet dla początkujących graczy. Osią rozgrywki jest przynależność do jednej z dwóch frakcji – Kultystów oraz Badaczy. Pierwsi chcą otworzyć portale do innych wymiarów i ściągnąć na nasz świat nowy porządek w postaci władzy pradawnych bóstw, a drudzy starają się te plany udaremnić. Proste, prawda? Otóż nie do końca. W grze są jeszcze bowiem dwie frakcje będą wrogie względem wszystkich pozostałych. Są to Dysydenci, czyli byli członkowie każdej ze stron, którzy stracili wiarę w swoją sprawę i teraz grają poniekąd w podwójną grę, skupiając się na eliminowaniu Agentów, niezależnie od ich lojalności, ale przede wszystkim chroniąc swoją prawdziwą tożsamość. Zaczyna się robić ciekawie, co nie?

Przy tylu stronach śledzenie przebiegu rozgrywki oraz reagowanie na aktualną sytuację na planszy trochę się komplikuje, ale na szczęście twórcy doskonale zdawali sobie z tego faktu sprawę. Do dyspozycji mamy bowiem dwa tory postępu, Śledztwa oraz Rytuałów, na bieżąco śledzące postępy każdej ze stron, jak również tor Punktów Zwycięstwa, który może się okazać kluczowy, jeśli uda nam się ujawnić tożsamość jednego z graczy. Sama rozgrywka w skali mikro skupia się z kolei wokół dwóch głównych zasobów – wpływów oraz Kart Akcji.

Gracze korzystają ze swoich kostek wpływów, by licytować karty, w tym karty Mitów, oraz by przejmować kontrolę nad miastami. Gracze mogą również blokować dostępne karty o konkretnym działaniu, by  chronić swoje najbardziej istotne zasoby.

Budowana w ten sposób talia służy im do odnawiania zasobów, podróżowania, manipulowania rytuałami (przeprowadzanymi przez kultystów) oraz śledztwami (prowadzonymi przez Badaczy), przeciągania na swoją stronę Agentów oraz dokonywania zamachów na tych, których nie uda im się zrekrutować.

Karty pozwalają również na pozyskiwanie wsparcia obcych ras, a nawet samych Przedwiecznych. Do rozgrywki wejść mogą zatem znane wszystkim fanom Lovecrafta Mi-Go czy Istoty z Głębin, ale także Yog-Sothoth, Dagon, jak również oczywiście sam tytułowy Wielki Śniący.

Necronomicook, czyli przepis na oddanie ducha Lovecrafta

No i tutaj do gry dosłownie wchodzi nacisk na klimat i lore, który mogliśmy zaobserwować w dotychczasowych produkcjach znakowanych logiem CMON. Karty mitów w Cthulhu: Dark Providence, w zależności od liczby graczy, stanowią nawet ¼ wszystkich kart w grze, więc ich ciężar jest naprawdę spory. Twórcy ewidentnie przymknęli oko na kwestię nasycenia tym elementem, który w kontekście innych lovecraftowych tytułów, szczególnie z gatunku gier fabularnych, wydaje się mocno nierealistyczny, jeśli w ogóle można mówić o takim określeniu w przypadku uniwersum zakładającym pokryte mackami bóstwo śniące na dnie oceanu. Wciąż jednak mity są u Lovecrafta czymś bardzo rzadkim, czymś głęboko ukrytym.

Dark Providence przyjmuje jednak zupełnie inne podejście, które moim zdaniem doskonale współgra z faktem, że część graczy wciela się w kultystów. W tej grze istoty z Mitów znajduje się na każdym kroku i szczerze? Bardzo dobrze. Myślę, że każdy z nas sięgając po pozycję z Cthulhu w tytule liczy na sporą ilość przysłowiowego mięcha, czyli właśnie tych wszystkich cudownie paskudnych horrorów z innych wymiarów. Pod tym kątem najnowszy produkt CMON zdaje się wypadać naprawdę dobrze i najzwyczajniej w świecie dostarcza doskonale wyważony fan service, jednocześnie pozostając przystępny dla graczy mniej zaznajomionych z lore.

Oczywiście nie samymi Mitami żyje człowiek i zarówno oprawa graficzna, jak i treść kart oraz planszy nieugięcie pchają ten wózeczek z immersją jeszcze dalej. Klimat burzliwych lat 30-tych XX wieku jest wyraźnie wyczuwalny i dodatkowo pogłębiony obecnością w grze takich postaci jak Nikola Tesla, czy Carl Jung. Twórcy ewidentnie zadbali o wierne odwzorowanie również historycznych realiów epoki, w której osadzony jest alternatywny, choć drastycznie zbliżony do naszego, świat z kart opowiadań H.P. Lovecrafta. Tym samym zaserwowali najprawdopodobniej jedną z lepszych propozycji dla fanów tego autora.

Podsumowanie, czyli cool or not?

Nawiązując do pierwotnej nazwy wydawcy tej jakże interesującej pozycji pozostaje zatem zadać jedynie pytanie – czy warto? To oczywiście zależy. Jeżeli jesteście fanami gier z ukrytą tożsamością? Prawdopodobnie tak. Kochacie planszówki takie jak Battlestar Galactica czy Dead of Winter? Niemal na pewno tak. Jeśli do tego na co dzień oraz przy okazji ogrywania innych tytułów siedzicie mocno w klimatach Lovecrafta, to moim zdaniem będzie to dla Was pozycja obowiązkowa.W skrócie, sądząc po tym co pokazali nam dotychczas twórcy i po kilkukrotnej lekturze obecnej wersji instrukcji, będzie to moim skromnym zdaniem obok Horroru w Arkham zwyczajny must-have dla każdego szanującego się sługi Wielkiego Śniącego. Iä! Iä! Cthulhu fhtagn!

Awatar autora

O autorze

Wojciech Wenclik

Wieloletni MG i entuzjasta tradycyjnych RPGów oraz literatury G.R.R. Martina i H.P.Lovecrafta. Zawsze powtarza, że wyśpi się dopiero w trumnie. Ciężko stwierdzić, czy to założenie, czy raczej smutna konkluzja poparta doświadczeniem. Faktem jest jednak, że zwykle nie może usiedzieć za długo w miejscu i angażuje się w zbyt wiele projektów kosztujących go punkty poczytalności. Sytuacji nie poprawia również kibicowanie Pittsburgh Penguins, bo kto nie kocha meczów zaczynających się o 2 w nocy…