Przeskocz do treści
Instagram Twitter Facebook Search Arrow right YouTube Sign In Sign Out Register User Print Arrow left Logo Date Slogan PL Slogan EN
Strona główna » Blog » Kinematografia » Filmy na zimę, które Cię rozgrzeją lub zmrożą krew w Twoich żyłach

Filmy na zimę, które Cię rozgrzeją lub zmrożą krew w Twoich żyłach

Tegoroczna zima raczej nas nie rozpieszcza. Temperatury na zdecydowanym plusie i brak śniegu skutecznie psują tę całkiem przyjemną porę roku. Dla stęsknionych za białym puchem mamy więc listę, na której znajdują się filmy na zimę anno domini 2020.

Zacznijmy najpierw od sposobu klasyfikacji filmów. Na liście nie pojawią się tytuły świąteczne. Po pierwsze: dotyczą tylko Bożego Narodzenia, a nie zimy samej w sobie. Po drugie: jest już styczeń, więc i tak za późno na seans. No i po trzecie: chodzi o to, by zima odgrywała znaczącą rolę w fabule, a nie była tylko tłem. Niektórzy mają z zimą miłe skojarzenia, a inni wręcz przeciwnie. Dlatego postanowiliśmy wyróżnić po trzy baśnie i trzy horrory mrożące krew w żyłach bardziej niż zima na Podlasiu.

Zima bajeczna

Zima wśród wielu osób budzi wspomnienia z dzieciństwa – lepienie bałwana, rzucanie się śnieżkami czy czytanie bajek. Dlatego pierwsza część listy dotyczy tej przyjemniejszej odsłony najzimniejszej pory roku.

Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa

Ekranizacja pierwszej części słynnej sagi C.S. Lewisa. Choć trudno w to uwierzyć premiera tego filmu miała miejsce już 15 lat temu. Początek XXI wieku był czasem przenoszenia na ekrany kinowe najsłynniejszych tytułów z gatunku fantastyki. W latach 2001 – 2003 roku do kin wchodziły kolejne części „Władcy Pierścieni” w reżyserii Petera Jacksona, a przez całą dekadę ekranizowano również serię o Harrym Potterze. „Opowieści z Narnii” nie odniosły jednak podobnego sukcesu co ekranizacje Tolkiena i Rowling. Spójrzmy na budżety – „Lew, czarownica i stara szafa” kosztowała 180 milionów dolarów. To o 30 baniek więcej niż wychodząca niecały miesiąc wcześniej „Czara Ognia”. Z „Władcą Pierścieni” nie ma co porównywać – każda z części kosztowała nieco ponad 90 milionów. Tymczasem w box office pierwsza część „Opowieści z Narnii” zarobiła mniej niż najmniej zarabiające odsłony konkurencyjnych serii.

Ale pomimo tego mamy do czynienia z naprawdę niezłym filmem. Na pewno nieco bardziej bajkowym, ale to nie oznacza, że mniej poważnym. Fabułę znają chyba wszyscy – czwórka rodzeństwa zostaje wywieziona za miasto podczas bombardowania Londynu w trakcie II wojny światowej. W rezydencji, w której mieszkają, odnajdują szafę będącą przejściem do innego świata – Narnii. Rządzi nim Biała Czarownica, przez rządy której w krainie panuje zima. Na czele miejscowego ruchu oporu stoi lew Aslan. Zbliżającej się wojnie towarzyszy przepowiednia o czwórce dzieci, które staną na czele Narnii.

Anastazja

Klasyczna już animacja ze studia Fox. Ciekawy przypadek, który otrzymał dwie nominacje do Oscara, jednak nie w kategorii „Najlepszy film animowany” a w kategoriach muzycznych. Dość karkołomna w teorii próba uczynienia krwawej historii ostatnich Romanowów kreskówką dla najmłodszych. Jakimś cudem jednak udana – świadczą o tym nie tylko wspomniane nominacje, ale też całkiem niezłe zyski i status kultowości wśród dzieciaków dorastających na przełomie milenium.

Cały film opiera się na historii jednej z córek cara Mikołaja, która jakimś cudem miała uciec przed pojmaniem całej rodziny przez bolszewików. Dziewczyna trafia do sierocińca, gdzie mieszka aż do osiągnięcia pełnoletności. Gdy go opuszcza, postanawia odkryć prawdę o swoim pochodzeniu. Na przeszkodzie próbuje stanąć jej Rasputin. A dokładniej Rasputin z zaświatów. No tak, „Anastazja” zdecydowanie filmem historycznym nie jest i lepiej nie patrzeć na ten obraz pod kątem zgodności z faktami.

Kraina lodu

Animacja zdecydowanie nowsza od „Anastazji”, ale już znacznie bardziej znana. Pobiła wszystkie inne kreskówki, zarabiając na całym świecie ponad 1,3 miliarda dolarów. Zgarnęła również dwa Oscary – za najlepszy film animowany i najlepszą piosenkę. Zresztą utwory z tego filmu zdążyły już mocno wryć się w światową popkulturę. Nawet ci, którzy „Krainy lodu” nie widzieli, z pewnością słyszeli gdzieś „Let it go” (po naszemu „Mam tę moc”) czy „Do you want to build a snowman?” („Ulepimy dziś bałwana?”). Głowna bohaterka Elsa zaś stała się pewnie koszmarem wielu rodziców, gdyż jej wizerunek znalazł się na wszystkich możliwych produktach, często zdecydowanie podnosząc ich koszt.

A kim jest owa Elsa? To dziewczyna obdarzona mocą tworzenia śniegu i lodu. Podczas kłótni z siostrą przez przypadek jej moc zostaje ujawniona. Uznana za wiedźmę Elsa ucieka do stworzonego przez siebie lodowego pałacu. Nie wie jednak, że z jej powodu nad królestwem zapanowała wieczna zima. Okazuje się, że Elsa nie potrafi cofnąć swojego zaklęcia. Animacja mocno czerpie z motywów baśniowych, jednak wykorzystuje je w nowy sposób, dzięki czemu zyskała miliony fanów na całym świecie.

Zima straszna

Filmy na zimę nie muszą być jednak pełne pozytywnych emocji. To przecież czas przeraźliwych mrozów, zasypanych dróg i dotkliwych ciemności. Nigdy nie wiadomo, co czai się za oknem, gdy siedzisz sobie w ciepłym i przytulnym pomieszczeniu.

Lśnienie

Klasyczna już adaptacja powieści Stephena Kinga w reżyserii Stanleya Kubricka. Do dziś dzieli ona fanów kina i miłośników amerykańskiego mistrza horrorów. Nawet sam King nie jest zwolennikiem filmu z Jackiem Nicholsonem. Krytycy też z początku nie byli przekonani do obrazu – nie tylko nie otrzymał żadnej nominacji do Oscara, ale też został nominowany do Złotych Malin w dwóch kategoriach. Dopiero po latach obraz Kubricka zaczął cieszyć się estymą jednego z najważniejszych horrorów wszechczasów. W tym roku „Lśnienie” obchodzi czterdziestą rocznicę swojej premiery, więc tym bardziej warto je sobie odświeżyć. Najlepiej w swoim własnym domu, a nie na hotelowych wczasach.

Głównym bohaterem jest Jack Torrance – trzeźwiejący alkoholik i niespełniony pisarz. W poszukiwaniu pracy trafia ze swoją rodziną do hotelu Overlook w Kolorado, gdzie ma zajmować stanowisko dozorcy na czas zimy. W całkowicie odciętym od świata ośrodku planuje napisać powieść. Brak weny w połączeniu z nadnaturalnymi mocami hotelu zaczyna jednak wpływać na jego stan psychiczny. Z każdym kolejnym dniem Overlook ma coraz większą władzę nad Jackiem, który zaczyna zagrażać rodzinie. Tylko syn głównego bohatera, obdarzony mocą „lśnienia” Danny, zdaje sobie sprawę, co tak naprawdę dzieje się w hotelu.

Coś

Kolejny przykład filmu, który doceniono dopiero po czasie. „Coś” zostało od razu zmiażdżone przez krytyków i nie przyniosło niemal żadnych zysków w box office. „Uznaniem” cieszyła się również ścieżka dźwiękowa autorstwa Ennio Morricone, która otrzymała nominację do Złotej Maliny. Nawiasem mówiąc, nie był to udany rok dla włoskiego kompozytora, który był nominowany w tej kategorii również za film „Motylek”. Dopiero dzięki dystrybucji filmu na kasetach VHS (gimby nie znajo) „Coś” stało się kultowym klasykiem.

Akcja filmu toczy się w najbardziej zimowym miejscu, jakie można sobie wyobrazić – na Antarktydzie. Grupa badaczy wyciąga spod lodu zamrożoną istotę z kosmosu. Jest to pasożyt, który wnika w jednego z psów zaprzęgowych, a potem również w członków ekspedycji. Jego cel jest tylko jeden – dotrzeć do miejsca zamieszkanego przez ludzi. Polarnicy podejmują z istotą walkę na śmierć i życie. Jak więc widać, ten film miał wszystko, aby zostać klasykiem kina akcji klasy B.

Zombie SS

A skoro „Coś” to legenda kina klasy B, to co dopiero można napisać o następnym filmie? Dzieło można chyba nazwać klasą Ø ze względu na norweskie pochodzenie. „Zombie SS” czerpie pełnymi garściami z tradycji lat 80. Zombie są? Są. Domek w głębi lasu jest? No pewnie. Głównymi bohaterami jest grupa młodych ludzi, którzy nie traktują legend i niebezpieczeństwa poważnie? Oczywiście. Ten film to idealne połączenie ejtisowego obciachu i pokręconych dzieł z nazistami w rolach głównych.

Grupka przyjaciół wyrusza do domku w leśnych ostępach, by wspólnie spędzić Wielkanoc. Okazuje się, że w czasie II wojny światowej okolica znajdowała się pod okupacją nazistów. Miejscowej ludności udało się jednak pokonać okupantów, którzy mieli zamarznąć na śmierć. Ci jednak nie mają zamiaru leżeć pod śniegiem. Powrócili zatem do życia, atakując odpoczywających wczasowiczów. Rozpoczyna się rozpaczliwa walka o przeżycie, a zombie wciąż przybywa. Okazuje się bowiem, że w domku znajduje się coś, na czym bardzo im zależy.

To oczywiście niejedyne tytuły związane z zimą. Są one niczym płatki śniegu – liczne i każdy inny. Każdy z pewnością mógłby stworzyć swoją, zupełnie inną, listę. A jakie są wasze ulubione filmy na zimę? Dajcie znać w komentarzach!

Tagi: , , ,

Miłośnik starej trylogii SW i LOTR, który żałuje, że wciąż nikt nie nakręcił ekranizacji "Hobbita". Jego ukochany film SF to "Plan dziewięć z kosmosu". Motto życiowe: „jeszcze tylko jeden odcinek i biorę się za robotę”.


Komentarze