Jak oni śpiewają? Czyli pyrkonowy przegląd piosenki aktorskiej. Część II
9 marca 2026
Jakiś czas temu – bagatela, będzie z pięć lat (ale kto by, poza mną, liczył?) – miałam okazję pochylić się nad faktem, że “śpiewać każdy może, jeden lepiej, a drugi gorzej” w kontekście umiejętności wokalnych niektórych aktorów. I tak się złożyło, że przedstawiłam Wam wtedy kilku mniej lub bardziej znanych osobistości filmowo-serialowego świata, które czasem muszą coś zanucić i – kto by się spodziewał, prawda? – wychodzi im to zaskakująco dobrze. Tak sobie pomyślałam, że warto wrócić do tego tematu…
… bo przecież to nie tak, że pół dekady temu (serio, trochę nie mogę przeżyć, że minęło już tyle czasu od tekstu: Jak oni śpiewają. Czyli pyrkonowy przegląd piosenki aktorskiej. Część I) wyczerpałam pulę znanych artystów ze smykałką do wokalnych popisów. Mało tego, nie sądzę, abym i w tym artykule definitywnie zamknęła tę listę (co najwyżej wrócę do niej po kolejnych pięciu latach i znowu będę się dziwić, jak ten czas szybko leci). W każdym razie z pewnością jeszcze do Was dziarsko przytuptam z osobnym tekstem o śpiewających aktorkach, możecie mnie trzymać za słowo i, w razie nazbyt wielkiej opieszałości (takiej dłuższej niż pięć lat), delikatnie dźgać kijaszkiem (albo wybrać metodę marchewki i zachęcać serniczkiem z rodzynkami)!
You’re breathtaking? Keanu Reeves i Dogstar
Nie mam bladego pojęcia, co kierowało mną podczas pisania pierwszej części artykułu o śpiewających aktorach, że przemilczałam tak niesamowitą informację, jak to, że Keanu Reeves jest współzałożycielem zespołu rockowego. Zapewne była to jakaś galopująca pomroczność jasna, więc już naprawiam swoje karygodne niedopatrzenie i biję się w pierś, bo naprawdę powinnam przemyśleć swoje zachowanie! Niemniej, Reeves w 1994 roku, wraz z perkusistą Robertem Mailhousem, zdecydowali się założyć kapelę grającą kawałki zaliczane do rocka alternatywnego oraz grunge’u. Trzecim z założycieli był wokalista Gregg Miller. W 1994 roku do chłopaków dołączył Bret Domrose (wcześniej możecie go kojarzyć z roli basisty w zespole The Nuns) i już rok później zastąpił Millera, zostając wokalistą Dogstar aż do dziś.
Zespół działał niemal dekadę – od wczesnych lat 90. ubiegłego wieku (swoją drogą, Was też trochę bawi, że “ubiegły wiek” był raptem niecałe trzydzieści lat temu?) do wczesnych lat 2000., w tym okresie wydając dwie płyty: Our Little Visionary (1996) oraz Happy Ending (2000) i odnosząc umiarkowany sukces. Głównie za sprawą Reevesa, który już wtedy miał na swoim koncie kilka rozpoznawalnych ról (w tym rolę Neo w pierwszym Matrixie), a zatem również status gwiazdy hollywoodzkiej. Niestety w 2002 roku (dwa lata po wydaniu ich drugiego albumu Happy Ending) grupa zawiesiła swoją działalność praktycznie na dwie dekady. W 2020 zespół wznowił swoje jam sessions (to takie spotkania, podczas których muzycy improwizują i wspólnie tworzą), a w 2022 Dogstar ogłosiło na swoich social mediach reaktywację zespołu i wspólny powrót na scenę.
Jak im idzie? Ich najnowszy album Somewhere Between the Power Lines and Palm Trees ujrzał światło dzienne 6 października 2023 roku. Niedawno zespół ogłosił, że ich kolejny album All In Now ukaże się – już niedługo! – 29 maja 2026 roku, a utwór tytułowy został wydany jako singiel. Ja zacieram rączki i potupuję z niecierpliwością, bo trzeba przyznać, że Keanu jest człowiekiem wielu talentów i na basie grać potrafi.
Zapewne na koncert Keanu Reevesa i Dogstar w Polsce będziemy musieli jeszcze poczekać (oby krócej niż dłużej, a skoro już sobie marzymy… może kiedyś pojawią się na Pyrkonie? ). Niemniej, mam dla Was dobrą nowinę: zespół właśnie koncertuje po Europie i jak ostatnio sprawdzałam, to na niektóre ich koncerty były jeszcze bilety (i to w całkiem akceptowalnej cenie!).
Paktujemy? Johny Depp i Hollywood Vampires
Nie no, ale bądźmy w tym momencie poważni – Johny’ego Deppa to ja Wam przedstawiać nie muszę, prawda? Uważany za jedną z największych gwiazd filmowych na świecie, jest też jednym z najbardziej dochodowych aktorów naszego globu, a filmy z jego udziałem zarobiły łącznie grube miliardy dolarów. Nie mówiąc już o tym, że w 2012 roku wymieniono go nawet w księdze rekordów Guinessa jako najlepiej opłacanego aktora. Oczywiście dochodzi do tego Złoty Glob za rolę w filmie Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street oraz trzy nominacje do Oscara, kolejne do Złotych Globów oraz innych nagród. Wielu z Was zapewne kojarzy Deppa z ról w takich filmach jak: Jeździec bez głowy, Marzyciel (nie róbcie zdziwionych oczu, proszę, bo to naprawdę dobry film) oraz – jakżeby inaczej – roli kapitana Jacka Sparrowa z Piratów z Karaibów. Mogę tu też wymienić Szalonego Kapelusznika z Alicji po drugiej stronie lustra czy czarnoksiężnika Gellerta Grindelwalda z produkcji Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć.
No dobra, przyznaje się, macie mnie – o karierze aktorskiej Deppa mogłabym opowiadać bez końca, ograniczę się więc do tego, że odeślę Was do jego filmografii i polecę Waszej uwadze starsze filmy z aktorem (bo optymistycznie zakładam, że o tych nowszych przynajmniej słyszeliście). Zgromadziłam Was tutaj jednak po to, aby odkryć, co kryje się za enigmatycznym “muzyk”, wymienianym w biografii Johny’ego gdzieś na końcu jego zawodów scenicznych. Nie każdy wie bowiem, że Johny Depp – razem z Alice Cooperem (tak, tym wokalistą od kawałka Poison) oraz Joe Perrym (gitarzystą rockowym, jednym z założycieli Aerosmith) – powołał do życia supergrupę muzyczną – Hollywood Vampires. Zasadniczo byłam “today’s years old”, kiedy dowiedziałam się o istnieniu czegoś takiego jak supergrupa, więc już Wam tłumaczę o co chodzi: w muzyce (tak, głównie rockowej) jest to zespół, który składa się ze znanych z wcześniejszej kariery muzyków i wokalistów. Złożone w samych gwiazd Hollywoodzkie Wampiry pasują do tej definicji jak ulał.
Z historycznych faktów dorzucę od siebie jeszcze, że zespół ma na swoim koncie dwa albumy studyjne: Hollywood Vampires oraz Rise. Pierwszy z nich ukazał się 11 września 2015 roku wydany przez grupę, aby uhonorować zmarłych w latach 70. (tak, ubiegłego wieku) muzyków rockowych. Pięć dni później dali swój pierwszy koncert w klubie Roxy Theatre. Z kolei drugi album ukazał się 21 czerwca 2019 (a zatem podczas tegorocznego Pyrkonu minie siedem lat od chwili, gdy ten krążek ujrzał światło dzienne!) i zawierał głównie materiał oryginalny. Zapytacie pewnie, jaką rolę w zespole – nomen omen – gra Johnny Depp. Otóż jest gitarzystą i wokalistą wspierającym, więc jego miejsce w niniejszym zestawieniu jest jak najbardziej uzasadnione. I powiem Wam, że mam poczucie, że na tym wiośle to skubany wymiata całkiem elegancko. O tym możecie się jednak przekonać organoleptycznie, bo Hollywood Vampires koncertują – w wakacje będą między innymi w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech i Włoszech – a bilety na niektóre ich koncerty są wciąż w sprzedaży.
Czy to Vecna? Jamie Campbell Bower i COUNTERFEIT. oraz BloodMagic
Jamie Campbell Bower jest aktorem, którego z pewnością nie muszę przedstawiać fanom serialu Stranger Things, gdzie – w czwartym i piątym sezonie – wcielał się w rolę Henry’ego Creela – Vecny. Jeśli zaś dokładniej przyjrzycie się jego filmografii, to przekonacie się, że grał też w takich produkcjach jak – wspomniany już w akapicie o Johnym Deppie – Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street, występował też w ekranizacji sagi Zmierzch, obu częściach Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci (jako młody Gellert Grindelwald, którą to rolę powtórzył w Fantastycznych zwierzętach: Zbrodniach Grindelwalda). Zagrał też w ekranizacji książki Cassandry Clare – filmie Dary Anioła: Miasto Kości, gdzie wcielił się w jedną z głównych postaci: Jace’a Waylanda. I to właśnie po tym występie Jamiego moje serduszko pękło, gdy ogłosił, że teraz zamierza zająć się swoją woklaną karierą, zamieniając scenę filmową na muzyczną. Na szczęście ten stan rzeczy nie trwał długo i – jak widać – Jamie powrócił na ekrany telewizorów.
Początek jego muzycznej kariery był niezwykle ciekawy – ta zaczęła się dla niego w roli perkusisty w zespole William K, następnie zaś wokalisty grupy The Darling Buds, w tym składzie jednak nigdy nie wydali żadnego albumu i rozpadli się w 2015 roku. I dokładnie w tym roku Jamie powołał do życia punk rockowy zespół Counterfeit, który dwa lata później wydał swój pierwszy solowy krążek i ruszył w trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Z Jamiem jako wiodącym wokalistą oraz gitarzystą. Niestety, pięć lat później w social mediach zespołu pojawiła się informacja o ich rozpadzie. Na domiar złego okazuje się, że mieli nagraną druga płytę, ta jednak nigdy nie została wydana i fani musieli obejść się smakiem, a swoje łzy ocierać ukradkiem i w ciszy, która im została.
Ciszy tym bardziej dojmującej, że Counterfeit charakteryzowali się mocnym i wyrazistym brzmieniem, a ich teksty dotykały tematyki odrzucenia, niedopasowania oraz samotności, która w pewnym stopniu towarzyszy każdemu z nas. O ile bardziej dotyka kogoś, kto z powodu sławy ląduje na świeczniku? Mogę się jedynie domyślać. Cisza jednak nie trwała długo, bo do 2023 roku. Czy zaskakuje to w przypadku kogoś, kto wokalną przeszłość ma tak bogatą, a dodatkowo wychowywał się w rodzinie związanej z muzyczną sceną (jego matka jest menedżerem muzycznym, ojciec pracuje dla producenta sprzętu muzycznego, a młodszy brat grał z nim w Counterfeit). Zaryzykuję stwierdzenie, że… niekoniecznie. Jamie ogłosił start swojej solowej kariery. Jego twórczość stanowi wyraźny kontrast dla poprzednich, punkowych projektów – wciąż jest wyrazista, teraz jednak znacznie wyraźniej podszyta dużą dawką melancholii.
Swoją drogą, wiecie o tym, że – w przeciwieństwie do pozostałych zespołów, które zostały tu dzisiaj przywołane – Counterfeit miało okazję zagrać przed polską publicznością? W 2017 roku grupa wystąpiła na Przystanku Woodstock, gdzie zagrali na Małej Scenie i tak skutecznie porwali serca publiczności, że rok później – już na Pol’and’Rock Festival (bo w międzyczasie nastąpiła zmiana nazwy imprezy ze względu na kwestie prawne) – muzycy dali fenomenalny popis na Dużej Scenie. Czy muszę wspominać, że Counterfeit ponownie spotkał się z fantastycznym przyjęciem polskiej publiczności? Ta reakcja w zupełności nie dziwi, zważywszy na fakt, że Jamie jest autentyczny w tym, co robi – widać (i sam to podkreśla), że muzyka jest dla niego czymś więcej.
Relatywnie niedawno (wybaczcie, ale wrzesień 2024 to tylko trochę ponad rok temu w moim poczuciu czasu) Jamie Campbell Bower połączył siły z perkusistą Kyle Adamsem. Obaj panowie zapowiedzieli stworzenie wspólnie nowego projektu pod nazwą BloodMagic. Do tej pory wydali wspólnie singiel Death/Rebirth – to kolejna odsłona muzycznego oblicza Jamiego, tym razem w klimatach post-hardcore’u z energetyczną perkusją i wyrazistymi gitarowymi riffami. Czy jest to zapowiedź czegoś większego? Chcę być dobrej myśli i wierzyć, że to zapowiedź owocnej współpracy muzyków. A co nam przyniesie czas? Zobaczymy!
… ciąg dalszy nastąpi!
Muszę się przyznać, że – właśnie to sprawdziłam – tym tekstem “zmusiłam” Was do przeczytania niemal jedenastu tysięcy znaków ze spacjami, a wcale nie wyczerpałam tematu śpiewających aktorów (czapki z głów, jeśli wytrwaliście do tego momentu!). Zacytuję klasyka “ja wiedziałam, że tak będzie!”, możecie się więc śmiało spodziewać, że ta seria nie dobiegnie końca tak szybko – czeka nas jeszcze trochę muzycznych przygód i poznawania innego oblicza znanych aktorów.
Gwarantuję, że niektóre z nazwisk Was z pewnością zaskoczą!