Przeskocz do treści
Instagram Twitter Facebook Search Arrow right YouTube Sign In Sign Out Register User Print Arrow left Logo Date Slogan PL Slogan EN
Strona główna » Blog » Pop-kultura » Czy jasnowidze naprawdę istnieją?

Czy jasnowidze naprawdę istnieją?

Gadają z duchami, znają przyszłość, ruszając mózgiem, potrafią ruszyć dowolną rzecz w pokoju, a kiedy myślisz o jakimś narzędziu, od razu wiedzą, że to czerwony młotek. O kim mowa? Oczywiście o typach spod ciemnej gwiazdy, co to tylko przez skromność nie wygrywają w każdej kumulacji totka, czyli o jasnowidzach. Dzisiaj patrzymy na nich z przymrużeniem oka, a taki pierwszy z brzegu wróżek ze swoimi kartami budzi spojrzenie życzliwie mówiące “robisz mnie w chuu..udą alpakę z przyciętą wełną”. Jeszcze stosunkowo niedawno jednak podejście do człowieków, co się parają paranormalnością, było całkiem inne.

Posłuchajcie o jednym takim jasnowidzu, który fascynował najwybitniejsze postaci swojej epoki – Stefanie Ossowieckim. Jak ten człowiek ocalił dla nas czekoladę? Co odczytał z myśli Piłsudskiego? I co miał wspólnego z babcią Weatherwax? Czytajcie, a znajdziecie.

Zwyczajne paranormalnego początki

stefan ossowiecki jasnowidz
Wikipedia

Ossowiecki urodził się w 1877 roku jako dziecko dwóch osób, o których pewnie w życiu nie słyszeliście, ale które zaskaująco w jakiś sposób zapisały się w historii. Jego ojciec był inżynierem, asystentem Mendelejewa, a matka widać była od wyglądania w tej rodzinie, bo pozowała Janowi Matejce. Z rodów byli takich więcej arystokratycznych, co nie przeszkadzało im utrzymywać się z zakładów chemicznych. Słowem – trudno byłoby znaleźć mniej pasujące środowisko dojrzewania dla przyszłego jasnowidza, a jednak się taki przypałętał. Paranormalne zdolności odkrywał ponoć już za nastoletnich czasów, ale wiadomo, że żaden bohater nie może sobie tak wyrosnąć samopas i nieplewiony bez swojego ciut niepokojącego senseia.

Przyszły jasnowidz trafił na takiego – zgodnie z konwencją – przez przypadek. Ot, czekał na przesiadkę na dworcu kolejowym i postanowił odwiedzić lokalną atrakcję – Żyda kabalistę o uduchowionym umyśle i totalnie beznadziejnym dla przewodnika życiowego nazwisku – Wróbel. (Żeby on chociaż był Wielki! Ale lepszy Wróbel w garści niż sójka za morzem. Czy coś). No w każdym razie ten dostrzegł w Ossowieckim potencjał i postanowił zdradzić mu tajniki fachu. Musiał zaproponować niewiarygodną zniżkę na kurs przyspieszony, bo ponoć Stefan uczył się u niego dwa razy w tygodniu przez dwa miesiące.

Stary Wróbel widać jednak skutecznie przygotował młodego padawana do roli lwa salonowego, bo w nowo wyrosłej po zaborach Polsce Ossowiecki stał się wręcz gwiazdą. Przypisywano mu umiejętność telepatii, telekinezy, postrzegania aury, a i przypadki bilokacji ponoć mu się zdarzały. Z czego najsławniejszy polski jasnowidz zasłynął najmocniej?

Salonowe sztuczki wśród elit

Stefan-jasnowidz był w dwudziestoleciu międzywojennym tym, czym dzisiaj śpiewający rolnik na bezludnej wyspie, czyli w zasadzie celebrytą. Różnica była jednak taka, że generalnie w jego zdolności wszyscy wierzyli i koleś miał spory szacun na dzielni. Fascynowali się nim między innymi Karol Szymanowski, Ignacy Paderewski czy sam Józef Piłsudski. Ossowiecki ponoć na życzenie marszałka odczytywał teksty z zapieczętowanych kopert, a raz nawet odcyfrował, że tak powiem zdalnie sekwencję ruchów w szachach, którą Piłsudski sobie zapisał. Ponoć panowie próbowali też trochę rozmów telepatycznych, które marszałek uznał za całkiem udane, ale jakoś zagrożenia dla firm telekomunikacyjnych tymi eksperymentami nie spowodowali. Zresztą ta gorąca linia psychiczna szybko ochłodła, bo jasnowidzowi nie bardzo przypadł do gustu zamach majowy. Cóż, w każdym razie renoma pozostała, bo kiedy wybuchła wojna, nawet generałowie przychodzili do Ossowieckiego wywiedzieć się, co też przyszłość przyniesie.

Jasnowidz na tropie

Widać Ossowiecki miał jednak jakąś wadę na trzecim oku, bo sam przyznawał, że lepiej widzi w tył niż w przód. Przyszłości więc nie przewidywał zbyt chętnie, ale z przeszłością rozprawiał się jak profesjonalista. Był ponoć bardzo dobry w szukaniu zaginionych osób, ciał, zagubionych przedmiotów i w ogóle trudno było coś przed nim ukryć. Takiego talentu nie można nie wykorzystać, dlatego niczym w Mentaliście z jego usług zaczęła korzystać policja. Ossowiecki pomógł jej rozwiązać wiele spraw, z czego za jedną należą mu się szczególne brawa. Mianowicie pewien świr i w ogóle zły człowiek w fabryce Wedla zaczął dosypywać do czekolady gwoździe, drewno i inne takie dodatki, które niezmiernie rzadko są umieszczane w przepisach kulinarnych z uwagi na ciężkostrawność. Jasnowidz pomógł go wykryć i zwyrodnialec dostał, na co zasłużył. I dobrze bo, umówmy się, jakieś tam zbrodnie, kradzieże, napady to jeszcze, ale żeby tak bezcześcić czekoladę?!

Nie jestem martfy

Giphy

Ossowieckiemu przypisuje się też skille bilokacyjne, chociaż cały proces zdecydowanie bardziej przypomina pożyczanie babci Weatherwax. Najbardziej spektakularny pokaz bycia w dwóch miejscach jasnowidz dał w 1922 roku, z zachowaniem BHP PPOŻ i w ogóle legitnie, bo pod opieką lekarza. Wtedy to ponoć skręcił swoje funkcje życiowe niemal do zera i z Warszawy wybrał się do Wiednia na konferencję naukową. W Warszawie został Ossowiecki średnio ruchawy i nieprzytomny, a Wiedniu ponoć pojawił się całkiem świadomy. Widziało go tam sporo osób, a i podpis na liście obecności jakoś zdołał złożyć. To jeden taki chwalebny wyczyn, ale poza tym jasnowidz chwalił się, że swoją umiejętność wykorzystuje, żeby pojawiać się w buduarach dam (faceci!). Co prawda, każde takie bilokowanie miało być bardzo wyczerpujące i niebezpieczne, ale czego się nie robi, żeby zobaczyć cycki.

Wyłudzacz czy fenomen?

Brzmi mało prawdopodobnie? Owszem, ale Ossowieckim interesowali się wybitni naukowcy tego okresu, a on sam chętnie zgadzał się na testy – nikomu nie udało się udowodnić, żeby Stefan używał jakichś sztuczek. A był wśród badających nawet Charles Robert Richet – laureat nagrody Nobla z medycyny. Co więcej, Ossowiecki w ogóle nie wykorzystywał swoich rzekomych zdolności w celach zarobkowych. Wszystkie pokazy przeprowadzał za darmo, a często nawet bezinteresownie pomagał ludziom. Po wybuchu drugiej wojny światowej pod jego mieszkaniem ustawiały się kolejki osób, które chciały dowiedzieć się o losy zaginionych, a on pracował bliski skrajnego wyczerpania, by pomóc im odnaleźć bliskich. Jego zdolnościami interesował się Adolf Hitler, który dał mu nawet list żelazny zapewniający bezpieczeństwo podczas wojennych zamieszek. Jasnowidz po wahaniach przyjął go, aby ochronić rodzinę, ale sam nie wykorzystał dokumentu, żeby opuścić Warszawę przed powstaniem. Pozostał razem z walczącymi i zginął rozstrzelany przez gestapo, a jego ciało spalono. Tym samym potwierdziła się jego przepowiednia na temat własnej śmierci – Ossowiecki twierdził, że zostanie zamordowany, a jego ciała nikt nigdy nie znajdzie. 

Jego niesamowite talenty, urocza osobowość i wrodzona łagodność sprawiały, że był zawsze mile widziany na salonach, a pokazy, które urządzał, cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Co by nie gadać, facet był pewnie jedną z najciekawszych postaci dwudziestolecia, a konkurencja przecież serio spora. Niestety niespecjalnie zapisał się w pamięci narodu, choć kto wie, czy sam nie zapisał przypadkiem tej czy innej karty historii, bo pomagał też archeologom ustalać przeszłość znalezionych przedmiotów. Czy wszystko to umiejętnie wysysał z palca? Czy pod przykrywką jasnowidza stał po prostu bardzo inteligentny i spostrzegawczy człowiek? A może Ossowiecki naprawdę miał zdolności, które nie mieszczą nam się dzisiaj w głowach? Tego pewnie już nigdy się nie dowiemy. A Wy – jak myślicie?   

Tagi: , , ,

Filolog z przypadku, leń z natury. Jeśli nie musi, to piechotą nie chodzi, ale ujdzie w tłoku. Zdarza się, że coś jej chodzi po głowie, chociaż nigdy przed 9 rano. Za to jej miłość do seriali przechodzi ludzkie pojęcie. Lubi chadzać swoimi ścieżkami, mimo że radzą jej raczej pójść po rozum do głowy.


Komentarze