Przeskocz do treści Instagram Twitter Facebook Search Arrow right YouTube Sign In Sign Out Register User Print Arrow left
Strona główna » Blog » Pop-kultura » Historie stojące za animacjami. O tym czy naprawdę wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Część 2

Historie stojące za animacjami. O tym czy naprawdę wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Część 2

Trzy miesiące temu rozpoczęłam misję uświadamiania, że animacje animacjami, ale niektóre z zawartych w nich opowieści nijak mają się do swoich pierwowzorów – czy to historycznych, jak losy Anastazji, czy literackich, jak perypetie Dzwonnika z Notre Dame i pięknej cyganki, Esmeraldy. Często prawda i Disneyowska (chociaż nie tylko, więc nie ma sensu zrzucać na tę wytwórnię wszystkiego) fikcja rozmijają się w wielu miejscach: głównie zakończeniem, które nijak ma się do „żyli długo i szczęśliwie”. Teraz czas na dalsze niszczenie dzieciństwa, więc usiądźcie wygodnie.

Ostatnio obiecywałam, że nie pogrzebię od razu całego waszego pacholęctwa i wspomnień z nim związanych. Wtedy mówiłam (pisałam!) prawdę, w końcu jest to druga część artykułu, a im więcej szukam informacji, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to nie jest moje ostatnie słowo i popełnię zbrodnię na waszym dzieciństwie przynajmniej jeszcze raz. Cóż, żeby nie być gołosłowną: oto jest kask, oto kamizelka odblaskowa, a tutaj barierka ochronna. Na teren rozbiórki wchodzicie na własną odpowiedzialność.

Kolorowy wieje wiatr, czyli Pocahontas płynie w świat!

Źródło: imdb.com

W 1995 roku świat ujrzała trzydziesta trzecia pełnometrażowa animacja wytwórni Disney – historia o córce indiańskiego wodza, Pocahontas. Produkcja opowiadająca o uczuciu rozkwitającym między młodą dziewczyną i przystojnym osadnikiem, Johnem Smithem, podbiła serca widzów, okazując się ogromnym kasowym sukcesem. Na tyle dużym, żeby już trzy lata później powstała kontynuacja animacji: Pocahontas 2: Podróż do Nowego Świata. Dowiadujemy się, że bohaterka wyrusza do Anglii, gdzie stanowi niemałą atrakcję (ubrana w strojne suknie „głupia dzikuska” przyciąga uwagę wszystkich liczących się w Londynie osób), zaś pomówiony przez Ratcliffa Smith musi udawać własną śmierć, by uniknąć kary za rzekome zbrodnie. W tym czasie Pocahontas poznaje Johna Rolfa, z którym ostatecznie bierze ślub.

Trzeba przyznać, że w wypadku tej animacji Disney odrobił pracę domową (przynajmniej częściowo). Pocahontas jest postacią historyczną – urodziła się pod koniec XVI wieku, będąc córką wodza jednego z indiańskich plemion. W przedstawionej produkcji zgadza się całkiem dużo faktów – od imienia jej ojca, przez imię wojownika, któremu była obiecana za żonę, aż po to, że drogi jej i Johna Smitha skrzyżowały się, a dziewczyna prawdopodobnie uratowała mu życie, pomagała również kolonistom, przynosząc im jedzenie. Na kilku dość istotnej płaszczyźnie animacja rozmija się jednak z prawdą: Pocahontas i Smitha nie łączyło żadne uczucie (czemu nie trudno się dziwić – mężczyzna miał trzydzieści lat, a młoda Indianka raptem dwanaście). Została także ujęta przez Anglików, którzy chcieli posłużyć się nią jako kartą przetargową, by wymienić ją na własnych – przetrzymywanych przez jej ojca – ludzi. W tym czasie nauczyła się angielskiego, została ochrzczona, wzięła ślub z Rolfem i wyruszyła wraz z nim w podróż do Anglii, gdzie – niestety – szybko zmarła, osierocając syna. W chwili śmierci miała nieco ponad dwadzieścia lat.

Jeśli więc uznamy, że kontynuacja tej produkcji nie powstała (a dla ogólnie pojętego dobra ludzkości powinniśmy ten film wymazać z naszych pamięci, kaset VHS i kart historii), to Pocahontas może się okazać jedną z tych animacji, które stosunkowo wiernie oddają opowieść, którą inspirowali się twórcy.

Za ojca i kraj, czyli Mulan idzie na wojnę

Źródło: imdb.com

Trzy lata po premierze Pocahontas na ekranach kin zagościła animacja o innej silnej dziewczynie, która postanawia sprzeciwić się odwiecznej tradycji i ruszyć na wojnę. Skoro nieco wyżej umówiliśmy się, że kontynuacja historii młodej Indianki nigdy nie powstała, siłą rzeczy nie mogła też ujrzeć światła dziennego w 1998 roku i od początku wiadomo było, że mowa jest o Mulan. Tym razem sięgnięto jednak po pierwowzór na wschód, adaptując jedną z chińskich legend. Oto cesarz zaatakowanych przez Hunów Chin wydaje dekret, zgodnie z którym jeden mężczyzna z każdej rodziny ma zasilić cesarską armię. Oczywiście decyzja ta – w obliczu najazdu wrogich sił – wydaje się jak najbardziej logiczna i słuszna, jednak dla rodziny Mulan stanowi niemały cios. Oznacza bowiem, że do walk musi stanąć schorowany ojciec dziewczyny. Przewidując, że może to być równoznaczne z wysłaniem go na śmierć, nasza bohaterka postanawia uciec z domu i – przebrana za mężczyznę – zgłosić do wojska zamiast niego. Na początku nie jest łatwo, jednak mozolne szkolenie i determinacja pozwalają jej nie tylko zyskać szacunek towarzyszy, ale także uratować Chiny i… znaleźć miłość swojego życia.

Także w tym wypadku Disney stosunkowo wiernie odwzorował historię, która posłużyła za inspirację do powstania tej animacji. Przynajmniej tak wydaje się na pierwszy rzut oka, ponieważ Hua Mulan – bohaterka Ballady o Mulan służyła w wojsku kilkanaście lat, dochodząc do wysokiego stanowiska oficerskiego, a jej podkomendni odkrywają, że ich dowódca jest kobietą dopiero, gdy postanawiają odwiedzić go w domu. Zdecydowanie rozmija się to z tym, co mieliśmy niejednokrotnie okazję widzieć, gdy sięgaliśmy po Disneyowską Mulan, gdzie płeć bohaterki wychodzi na jaw przy pierwszym starciu z przeważającymi siłami wroga, a od śmierci chroni ją jedynie fakt, że uratowała życie kapitanowi Shangowi. Istnieje jednak wersja legendy, w której Chiny przegrywają wojnę, zaś Mulan ma zostać kochanką zwycięskiego wodza. Zamiast tego postanawia uciec i wrócić do rodzinnego domu. Na miejscu okazuje się, że jej ukochany ojciec zmarł, a matka ponownie wyszła za mąż. Rozpacz dziewczyny jest tak wielka, że postanawia popełnić samobójstwo.

Miłość rośnie wokół nas?

Nie sposób nie zauważyć, że w przypadku powyższych animacji wytwórnia starała się zachować pewną spójność z historiami, na których się wzorowała. Największymi różnicami względem oryginałów jest wprowadzenie… wątku miłosnego, który w pierwowzorach nie wybrzmiewał aż tak wyraźnie, jak w adaptacjach Disneya. Płomienne uczucie nie zapłonęło pomiędzy Pocahontas i Smithem, także Mulan – podawana w chińskiej literaturze jako przykład nabożności synowskiej (jednej z najważniejszych cnót w dalekowschodnich systemach etycznych, polegających między innymi na posłuszeństwie wobec rodziców i starszego rodzeństwa, pomocy im oraz kulcie przodków) – nie zdawała się szczególnie zainteresowana porywami serca.

Tagi: , , ,

Istota, która podobno nigdy nie śpi, bo czyta książki, ogląda filmy i nadrabia serialowe zaległości. Gdyby była demonem, to komponentami niezbędnymi do jej przywołania byłyby: kawa, czekolada, jabłecznik z cynamonem i lody bakaliowe. Jeśli nie wypełnia jej jedzenie, to robi to frustracja.